Już od kilkudziesięciu lat trwają starania ekologów, aby w południowo-wschodniej Polsce utworzyć Turnicki Park Narodowy. – Drzewa Puszczy Karpackiej, których nie posadził człowiek, giną pod piłami. Musimy to zatrzymać, zanim będzie za późno – alarmują ekolodzy. Temu pomysłowi zdecydowanie sprzeciwiają się i leśnicy, i lokalni mieszkańcy, którzy żyją głównie z pracy w lesie.

Puszcza Karpacka to pojęcie literackie i mityczne

Spory wokół Puszczy Karpackiej, rozpoczynają się już w kwestiach nazewnictwa.

W geografii Polski nie ma takiego pojęcia jak „puszcza karpacka”. Można powiedzieć, że jest to pojęcie literackie i mityczne – tłumaczy Edward Marszałek, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. – Literackie dlatego, że przed wojną Franciszek Antonii Ossendowski pisząc „Puszcze Polski” rzeczywiście opisał Puszczę Karpacką, ale miał na myśli Gorgany i Czarnohorę, czyli obszary leśne, gdzie zachowała się duża własność państwowa.

Marszałek twierdzi, że mówienie o Puszczy Karpackiej w odniesieniu do fragmentów lasów na Pogórzu Przemyskim czy w Bieszczadach jest nieuprawnione, tym bardziej, że zdecydowanie więcej lasów w Karpatach mają Rumunii, Ukraińcy czy Słowacy. – My mamy tylko 5 % lasów w Karpatach, więc mówienie o puszczy karpackiej w Polsce jest albo dowodem niezrozumienia tego tematu, albo jakąś bezczelną manipulacją – podkreśla.

Jak zauważa dr n. leśnych, Karpaty w dużej mierze pokrywa las karpacki, który został „ludzką ręką przywrócony” na miejsca opuszczone przez ludzi. – Teren ten niektórzy uważają za dziewiczą puszczę, tymczasem w dużej mierze jest on porośnięty dopiero od 70 lat przez gatunki pionierskie takie jak: brzoza, osika czy olsza oraz gatunki przedplonowe: sosny, modrzewie, świerki. Będzie on kiedyś lasem o charakterze naturalnym, ale pół wieku to za mało, żeby zaistniała taka rzeczywista formacja leśna w miejscu, gdzie przez 300 czy 500 lat była orka albo wypas bydła – mówi rzecznik.

Chcemy parku narodowego

Ekolodzy tymczasem swobodnie posługują się terminem Puszczy Karpackiej, terenów znajdujących się na pograniczu Pogórza Przemyskiego i Gór Turczańsko-Sanockich. Tutejsze lasy, obok Puszczy Białowieskiej, należą według nich do najcenniejszych obszarów leśnych w Polsce.

3 % tylko taki obszar Puszczy Karpackiej podlega ochronie – czytamy na oficjalnej stronie ekologicznej organizacji WWF. – Co roku tysiące buków, jodeł i drzew innych gatunków przestaje dla nas oddychać. Stare drzewa Karpat, których nie posadził człowiek, nie potrafią krzyczeć, dlatego giną w ciszy.

Polska organizacja samorządowa podjęła starania, aby wyjątkowo cenne tereny leśne Puszczy Karpackiej doczekały się należytego zabezpieczenia. Stąd pomysł utworzenia na tych obszarach parku narodowego.

Pomóż nam chronić ponad stuletnie puszczańskie drzewa i wesprzyj nasze działania na rzecz powołania Turnickiego Parku Narodowego – apelują ekolodzy.

W związku z tym zwolennicy utworzenia parku narodowego domagają się od władz, urzędów oraz instytucji zarządzających obszarem polskich Karpat, aby podjęli zdecydowane kroki, a tereny objęli rzetelną ochroną.

Ratujmy Serce Karpat” – właśnie pod takim hasłem odbyła się tegoroczna edycja Godziny dla Ziemi WWF. Największa akcja ekologiczna łączy ludzi niezależnie od poglądów czy narodowości. Łącznie bierze w niej udział blisko 200 państw. 24 marca br. na całym świecie o 20.30 czasu lokalnego bardziej znane budowle, w symbolicznym geście solidarności z ideą ochrony naszej planety, pogrążyły się w ciemnościach na blisko 60 min. W Polsce, dla Puszczy Karpackiej, światła zgasły w ponad 70 miastach, w tym w Sanoku. Tymczasem, cały czas można podpisywać petycję.

Dramat Puszczy Karpackiej trwa. Jej drzewa, których nie posadził człowiek, giną pod piłami. Musimy to zatrzymać, zanim będzie za późno – alarmują ekolodzy. Na dzień 8 października zebrano 140 204 podpisów.

Walka pomiędzy ekologami, a… właściwie kim?

Zapytany o to czy spór toczy się pomiędzy ekologami a przemysłem drzewnym, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, odpowiada, że przemysł drzewny, o dziwo, nie wypowiada się w tym temacie. – Atakowani są głównie leśnicy, a ekolodzy przypisują sobie rolę arbitrów. I to jest właśnie chyba najbardziej niesprawiedliwe, że to nie ekolodzy dbali o ten las przez dziesiątki lat, tylko właśnie leśnicy – twierdzi.

Edward Marszałek zauważa, że dziś teren ten pokazuje się jako reliktową puszczę, tymczasem on cały czas był zadbany i zagospodarowany. – Z tego lasu zawsze wyjeżdżało drewno. Ta gospodarka była tak prowadzona, że właśnie dzisiaj, ktoś kto przyjeżdża z Warszawy czy Brukseli patrzy na ten las i mówi dzika puszcza, relikt. Patrzą na ten nasz las, jak na jakiś fantastyczny las, w którym rosną potężne jodły, ale tu cały czas mają prawo rosnąć jodły o 3-metrowym obwodzie. Zresztą najgrubsze jodły w polskich Karpatach rosną właśnie u nas, w Bieszczadach, w lasach gospodarczych, a nie w rezerwatach – tłumaczy rzecznik. – Nikt im nie przeszkadza i nic im nie będzie. Jodeł o takich rozmiarach, które budzą podziw mamy dziesiątki tysięcy i one nie będą wycinane – zapewnia.

Na obszarach planowanego Turnickiego Parku Narodowego zostało zlokalizowanych prawie 6,5 tys. drzew o wymiarach pomnikowych – wiekowych jodeł, buków i jaworów, osiągających wiek nawet 300 lat. To jedyne z niewielu miejsc w Polsce, będące ostoją charyzmatycznych drapieżników takich jak: niedźwiedź, wilk, ryś i żbik. Bezpieczne schronienie znajdują w niej również rzadkie w skali Europy ptaki: orzeł przedni, puszczyk uralski oraz sóweczka.

Mimo niekwestionowanych walorów przyrodniczych i turystycznych powołanie parku narodowego przeciąga się, a tamtejsza przyroda jest degradowana i eksploatowana – zauważa Stefan Jakimium z WWF Polska.

Często organizacje ekologiczne na podstawie jednego albo kilku faktów próbują zrobić wielką aferę na miarę Europy – twierdzi rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. – Tak było chociażby w przypadku remontu 700 m bieżących dróg w miejscowości Chmiel. Pokazuje się to jako wejście w dziką karpacką puszczę, podczas gdy był to remont drogi, istniejącej tam od setek lat. W kilku miejscach przechodziła ona przez potok, stąd odtworzono ją w ten sposób, żeby nie przejeżdżać przez wodę i żeby sprzęt, który tu jeździ nie powodował erozji.

Edward Marszałek powołuje się na opis urządzenia lasu Chmiela z 1932 roku, który obecnie jest do odczytania. – W archiwum państwowym mamy dokument, który pokazuje jak gospodarowano w lasach Chmiela 390 ha. Były to lasy majątków dwóch właścicieli, na które państwowy urząd jeszcze przed wojną nałożył sankcje. Po prostu rżnęli ten las niemiłosiernie. Mówienie więc o tym, że okolice Chmiela były dziką, reliktową puszczą jest nieuprawnione – tłumaczy rzecznik. – Ekologia jest bardzo ważna, dlatego właśnie remontujemy drogi, żeby skrócić odległości zrywkowe, a więc odległości ściągania, wleczenia tego drewna po gruncie – objaśnia Marszałek.

Takie argumenty nie przemawiają jednak do ekologów. Na oficjalnej WWF podana jest informacja: – Na obszarze przyszłego parku narodowego (17,5 ha) zaplanowano w 2018 roku wycinkę obejmującej ponad 67 tys. m3 drzew, z tego ponad 60 % (41 tys. m3) przypada na obszar planowanego rezerwatu przyrody „Reliktowa Puszcza Karpacka (8 tys. ha).

Dlatego wzywamy do ochrony tego miejsca przez podpisywanie petycji na stronie SerceKarpat.pl – podkreśla Stefan Jakimium z WWF Polska.

Uczmy się z Zachodu

Jeżdżąc do Niemiec w latach 80. z podziwem patrzyliśmy, że dróg asfaltowych, i to bardzo dobrej jakości, w lesie jest bardzo gęsto. Właściwie drzewa ścinane w jedną i w drugą stronę trafiają wierzchołkiem do drogi, taka jest gęstość – zaznacza Edward Marszałek. – Jeżeli ktoś jeździł po lasach innych krajów i przyjrzał się jak się gospodaruje chociażby na Słowacji gdzie tną zrębami zupełnymi, smogowymi lub na Ukrainie, gdzie wycinane są całe połacie świerczyn, to trzeba się zastanowić o co chodzi z tą „dziką karpacką puszczą”, bo na pewno nie o meritum sprawy. O tym jestem przekonany – dodaje.

Polski przemysł drzewny od wielu lat znajduje się w światowej czołówce pod względem wielkości produkcji. W ostatnim czasie na rynki zagraniczne wpływa jednak coraz mniej drewna z polskich lasów. Niektórzy eksperci uważają, że chodzi o to, aby nasz kraj stracił pozycję lidera na rynku drzewnym na rzecz innych państw. O problemach branży drzewnej dyskutowano podczas tegorocznej sesji „Budownictwo i przemysł drzewny”, która w ramach Wschodniego Kongresu Gospodarczego odbyła się początkiem października w Białymstoku.

Edward Marszałek podkreśla, że dobrze byłoby gdyby lokalne samorządy zdawały sobie sprawę z tego, czym grozi włączenie jednego nadleśnictwa, 8 czy 10 tys. ha lasu w obręb parku narodowego.

To oznacza, że nie będzie pozyskania drewna, a nie zrównoważy tego dotacja budżetowa do parku, to jest oczywiste. Podobnie fundusz leśny, czyli rachunek wyrównawczy nadleśnictw, które nie wytwarzają zysku, nie spłynie tutaj jak chcą tego działacze organizacji pozarządowych, bo jego po prostu nie będzie. Fundusz leśny wytwarzany jest poprzez sprzedaż drewna – tłumaczy.

Rzecznik zauważa, że obecnie leśnictwo w górach, wbrew różnym opiniom, wcale nie musi przynosić czystego zysku.

Byłoby takie, gdybyśmy gospodarowali tak, jak przed wojną robili to kupcy w Bieszczadach – zaznacza. – Leśnictwo musi być zrównoważone, czyli przede wszystkim liczy się turystyka, ochrona wód, gleby, przyrody, dopiero później funkcja surowcowa. Tak jest właśnie w Bieszczadach.

Edyta Szczepek