Łukasz Bańczak. Chłopak o złotym sercu

Nie każdy rodząc się ma równe szanse. Niektórzy już od urodzenia zmagają się z ciężką chorobą. Wśród nas nie brakuje jednak ludzi o wielkich sercach, którzy chętnie niosą pomoc innym. Łukasz Bańczak z Zagórza, który na co dzień jest sprzedawcą w jednym z supermarketów, chcąc pomóc chorej na białaczkę dziewczynce, zainicjował akcję „Iskierki Mariki”. W inicjatywę zaangażował się do tego stopnia, że w przeciągu 25 dni na koncie Fundacji SiePomaga znalazło się ponad 100 tys. zł. Dzięki temu pięciolatka, 10 sierpnia przyjęła drugą dawkę bardzo drogiego leku.

Marika to nie pierwsza osoba, której pomogłeś…
Zgadza się. Wcześniej włączyłem się w pomoc dla Joli, koleżanki z pracy, która na skutek błędu lekarza podczas zabiegu usuwania kamieni nerkowych, znalazła się w stanie krytycznym. Przez 1,5 roku była dokarmiana pozajelitowo. Pieniądze ze zbiórki sprzedaży płyt – nagrywałem wówczas covery – pozwoliły wspomóc leczenie na kwotę 1500 zł. Dziś Jola wraca już do zdrowia. Pomagałem też w zbiórce pieniędzy dla Damiana, mieszkańca Leska, który w wyniku wypadku uszkodził rdzeń kręgowy. Wśród znajomych udało się zebrać 500 zł. Bardzo mocno zaangażowałem się w pomoc dla Natalii Grad z Prusieka. Poznałem ją przez moją mamę, która wówczas chorowała. Przebywając jeszcze w szpitalu niejednokrotnie o niej wspominała. Chyba bardziej przejmowała się jej chorobą, niż swoją. Kiedy mama zmarła, a ja zobaczyłem zdjęcie Natalii w Internecie, natychmiast zareagowałem. Wiedziałem, że muszę coś zrobić, że muszę pomóc dziewczynce.

Jaki był Twój pierwszy krok?
Kiedy dowiedziałem się, że potrzeba 120 tys. zł na lek zacząłem prowadzić licytacje internetowe, zbierając produkty od różnych ludzi. Każdy, kto tylko chciał mógł się włączyć w akcję, oddając jakieś „fanty”. Ludzie przywozili dosłownie wszystko. W porozumieniu z Fundacją Czas Nadziei, do której dołączyłem w lutym tego roku, wszystkie pieniądze zebrane z licytacji wpłacałem na konto z dopiskiem: dla Natalii. Z samych licytacji udało się zebrać 35 tys. zł.

Od zawsze pomaganie sprawiało Ci tak wielką radość?
Tak, praktycznie od dziecka lubiłem pomagać. Często wykonywałem jakieś prace przy plebani w
Zagórzu. Mama się denerwowała i nieraz mówiła: znowu gdzieś poszedłeś i nic mi nie powiedziałeś. Nie brałem za to pieniędzy. Nie mam tego w zwyczaju…

Od kilku miesięcy bardzo mocno angażujesz się w pomoc dla Mariki. Dlaczego akurat ona?
Nie znałem Mariki, jej rodziny również, ale kiedy w Internecie zobaczyłem, że zbierają dla niej pieniądze wiedziałem, że muszę jej pomóc. To był taki impuls. Na koncie było zaledwie 2 tys. zł. Postanowiłem więc nagrać piosenkę, która pojawiła się na portalu iSing, gdzie co jakiś czas śpiewam. Obok zamieściłem link do strony przekierowujący na zbiórkę dla Mariki. Wtedy zaczęła się lawina rozpowszechniania utworu. Dostawałem smsy, wiele osób pytało, jak jeszcze można pomóc. Odzew był naprawdę imponujący. To było niezwykle miłe i budujące. Co więcej, na ogólnopolskim portalu iSing internauci wybierając piosenkę dnia, sprawili, że moje wykonanie znalazło się na samym szczycie i było dostępne przez 24 h. Dzięki temu każdy, kto wszedł na stronę mógł nie tylko wysłuchać utworu, ale także zobaczyć informację o zbiórce pieniędzy dla Mariki.

Zapoczątkowana przez Ciebie akcja „Iskierki Mariki” przyniosła niesamowity efekt – zebrano pieniądze na kolejną dawkę leku. Zbiórka trwa jednak dalej...
Było bardzo mało czasu na zebranie tak dużej kwoty, ale udało się zebrać ponad 100 tys zł. Oprócz zbiórki na portalu Fundacji SiePomaga zgromadzono 19,5 tys. zł podczas pikniku w Komańczy. Pięknym gestem była wylicytowana za 10 tys. zł. maskotka żbika. Pozostałe 9,5 tys. zł mieliśmy ze zbiórek do puszek. Marika dostała już dwie dawki leku i co najważniejsze lek zadziałał, jednak łącznie tych dawek jest 9. Pomimo, że zakończyła się zbiórka pieniędzy, w porozumieniu z fundacją możemy dozbierać brakującą kwotę. Zbiórka trwa do końca sierpnia!

Angażujesz się też w inne akcje charytatywne?
Cztery lata temu podczas koncertu w Villi Bolestraszyce zbierano pieniądze na przeszczep serduszka dla Wiktorka Wojnarowskiego z okolic Zagórza. Pomyślałem, żeby w jakiś sposób włączyć się w pomoc dla chłopca, dlatego zgłosiłem się i podczas pikniku zaśpiewałem utwór Ryszarda Rynkowskiego „Wznieś serce nad zło”. Rok później zadzwonili do mnie z Villi Bolestraszyce z pytaniem czy poprowadziłbym koncert charytatywny na rzecz dzieci z Hospicjum Dziecięcego w Rzeszowie. Bez chwili zastanawiania zgodziłem się i pojechałem. W tym roku po raz kolejny poprowadziłem koncert i tym razem zaśpiewałem piosenkę Zbigniewa Wodeckiego.

Pomaganie innym jest dla mnie bardzo ważne, dlatego kiedy zająłem 1. miejsce w powiecie i 3. w województwie w plebiscycie mistrz handlu w kategorii sprzedawca roku, nagrodę przekazałem na licytacje dla chorych dzieci. Innym razem, na portalu iSing wygrałem voucher na 500 zł na dowolny koncert w Polsce. Nagrodę również przekazałem na cele charytatywne.

Z tego co wiem, chcesz pomóc kolejnej osobie. Zdradzisz kim jest?
Tak, jest to 35-letni chłopak z Zagórza, którego znam od dziecka. Jacek spadł z dachu tak niefortunnie, że uszkodził rdzeń kręgowy. Jest sparaliżowany od pasa w dół. Potrzebne jest 122 tys. zł na rehabilitację, a zbiórka na SiePomaga idzie bardzo opornie. Póki co na koncie jest 6 tys. zł. Mieliśmy zbiórkę w kościele, zebraliśmy wówczas 7 tys. zł, jednak rehabilitacja w Krakowie miesięcznie kosztuje 18 tys. zł. Chciałbym to jakoś rozkręcić. Podobnie jak dla Natalii, planuję zorganizować licytację internetową.

Co sprawia, że cały czas pomagasz?
Główną motywacją są dla mnie ludzie. Gdyby nie oni, już dawno straciłbym wiarę, że to ma sens, że się uda. Kiedy widzę, że inni również włączają się w to co rozpocznę, dostaję dodatkowego „kopa”. Każda pomoc jest ważna, nawet udostępnienie posta, dzięki któremu ktoś kolejny zobaczy, że zbierane są pieniądze w szczytnym celu. Pewna dziewczyna napisała do mnie ostatnio: „Łukasz ty tym żyjesz”. Rzeczywiście, ja tym żyję. To mnie napędza do tego stopnia, że co chwilę sprawdzam czy wpłynęła jakaś kwota, a kiedy widzę chwilowy przestój, wiem, że muszę zamieścić nowy wpis na Facebooku. Angażuję się w to całym sobą. Nawet śpiewanie, które kocham, nieraz idzie w odstawkę.

z Łukaszem Bańczakiem
rozmawiała
Edyta Szczepek