16 tys. zł zebrano podczas sobotniej akcji charytatywnej w Wielopolu na rzecz Jacka Bochniaka, mieszkańca tej dzielnicy. Całą akcję zainicjował Łukasz Bańczak, znany z niesienia pomocy chorym i niepełnosprawnym.

–To wielki sukces, Nie spodziewałem się takiej kwoty – ekscytuje się Łukasz. – Liczyłem po cichu na 8–9 tys. zł. Z drugiej strony, oczekiwałem dużego odzewu od ludzi. Nie wiem, czy to doświadczenie, czy intuicja, ale miałem przeświadczenie, że ta akcja się uda.

Jacek Bochniak mieszka w Wielopolu. Jest budowlańcem. Na wiosnę bieżącego roku spadł z rusztowania, z wysokości 2 m. Wydawało się, że niegroźny upadek nie pociągnie za sobą poważnych następstw, ale uderzenie w głowę o metalowy pręt, spowodowało paraliż od pasa w dół. Jacek musi być intensywnie rehabilitowany. Półroczna rehabilitacja kosztuje 120 tys. zł. Rodziny nie stać na taki wydatek, tym bardziej, że ma wychowaniu dwójkę dzieci.

– Czułem się źle z tym, że jeszcze nic nie zrobiłem dla Jacka – zdradza Łukasz. – Męczyło mnie to.

Idąc do pracy wpadł na pomysł zorganizowania akcji charytatywnej, łączącej w sobie kiermasz z zabawą taneczną. Do głowy przyszło mu też hasło: Nad wszystko uśmiech Twój. Potem rozpuścił wici na Facebooku. Odzew był ogromny. Posypały się propozycje pomocy. Prawą ręką Łukasza została Joanna Rojkowska, znana w Sanoku woluntariuszka. Wiele instytucji zaproponowało pomoc finansową lub rzeczową. Koło Gospodyń Wiejskich w Wielopolu zadeklarowało, że przyszykuje menu na zabawę taneczną. Sklep Mięsny „Troja” w Zagórzu zapewnił tzw. wsad do kotła, burmistrz Ernest Nowak, wspomógł akcję finansowo i przekazał pióro na licytację. Ks. proboszcz Józef Kasiak i ks. Przemysła Matnar także wspomogli finansowo Jacka. Piekarnia w Tarnawie Górnej przekazała chleb, a właścicielka „Zakątka Baby Jagi” podarowała na aukcję obrazy, które „poszły” za 600 zł. Sabina Furdak przekazała wyszywane poduszki, które sprzedano za 200 zł. Gracjan Balicki ofiarował koszulkę Roberta Lewandowskiego, która osiągnęła cenę 200 zł, a czapka z podpisami piłkarzy 250 zł. Na zabawie tanecznej, która odbyła się wieczorem, wylicytowano za 400 zł obraz przekazany za pośrednictwem Doroty Jaworskiej. Pięć voucherów na przejazd kolejka bieszczadzką „poszło” za 100 zł każdy. W czasie imprezy atrakcją była Fotobudka Fotosowy z Zagórza.


Monika i Łukasz Sokołowcy kupili na kiermaszu figurę anioła. Anioł stanie na honorowym miejscu, dla rodziny jego funkcja ozdobna nie jest najważniejsza. – Warto pomagać – mówią małżonkowie chórem.

– Biorę udział w trzeciej akcji na rzecz Jacka – mówi Piotra Kozar, który na kiermasz przyszedł z wnukami Kajetanem i Marcelim Siwarskimi. – Po raz pierwszy odbywała się w Uhercach. Kolejny raz w Jankowcach, skąd Jacek pochodzi i teraz, w Wielopolu trzeci raz. Znamy się z Jackim od dawna. Akcja jest bardzo piękna i szlachetna. Oby przyniosła pozytywny skutek dla jego zdrowia.

Kasia i Arek już od dawna planowali kupić dzieła sztuki w rocznicę swojego ślubu. Postanowili powiązać przyjemne z pożytecznym i podczas kiermaszu zakupili trzy piękne ikony, wydają całkiem pokaźną sumkę.
Na kiermasz upieczono około 50 ciast, które rozeszły się jak świeże bułeczki, wydatnie wspomagając dochód z akcji.

Magdalena Stach z Wielopola nie żałowała pieniędzy na wypieki. – Znamy wszyscy pana Jacka, spotkało go coś strasznego, co nie powinno się zdarzyć, a co można dotknąć każdego z nas. To wyjątkowy człowiek. Mam nadzieję, że jemu te pieniądze się przydadzą – mówi kobieta.

Karolina Piszko też nie skąpiła grosza kupując ciasta, podobnie jak Stanisława Koczera. Takich ludzie było znacznie więcej. Po blisko 2 godzinach wielki stół zastawiony ciastami był pusty.
– To była prawdziwie społeczna akcja. Włączyło się w nią naprawdę wielu mieszkańców gminy Zagórz – podkreśla Joanna Rojkowska. – Nikt nie czekał, aż ktoś to wszystko zorganizuje, ale sam brał się za robotę. To poruszenie społeczne mnie zaszokowało. Nie spodziewałam się, że ta akcja będzie miała tak masowy odzew.
Zebrano prawie 16 tys. zł. Łukasz dopłacił dopłaci brakującą kwotę i taką okrągłą sumkę przelał na konto fundacji Jacka.

Do tej pory ludzie kojarzyli go tylko z dużymi internetowymi akcjami. Teraz dał się poznać jako świetny organizator kampanii w realu. – Codziennie dostaję prośby o pomoc, i to z całej Polski, ale sam jeden nie mogę ogarnąć całego świata – mówi. – To mnie jednak nie przytłacza, jest mi tylko przykro, że nie jestem w stanie tak szybko pomóc wszystkim, jak bym chciał.

Dodatkowo na rzecz Jacka zostaną przeprowadzone zbiórki w kościołach. –Myślę, że całość zamknie się w kwocie 20 tys. zł – podkreśla Łukasz.

drm