Filmy historyczne zawsze odgrywały ważną rolę w naszej kinematografii, zarówno w Polsce przedwojennej, jak i w PRL i po 1989 roku. Jednym się to podoba, i wręcz uważają, że ten rodzaj produkcji winien być w III RP priorytetem polskiej polityki historycznej, inni zaś twierdzą, że filmy historyczne służą głownie do zamazywania prawdy o naszej przeszłości i tworzenia fałszywych mitów na użytek aktualnie rządzących.

Tak wyglądają dwa wykluczające się nawzajem poglądy. Pierwszy wynika z afirmatywnego stosunku do naszej historii, jakakolwiek by była, drugi natomiast z krytycznego nastawienia do polskiej świadomości narodowej. Wg tego drugiego dominującego w środowiskach lewicowo-liberalnych poglądu – polska historia to pasmo klęsk i niedojrzałych postaw, dlatego – jeśli już o niej kręcić filmy – to bardzo krytyczne wobec narodowych mitów. Patronem tego myślenia jest nieżyjący Andrzej Wajda, który w takich swoich dziełach, jak „Kanał”, Popiół i diament”, „Lotna” oraz „Popioły”, pokazał jednostkę jako ofiarę historii. Historyk kina prof. Marek Hendrykowski pisał o polskiej szkole filmowej, do której należał Wajda, że przedstawiała ona historię „jako traumę w życiu pojedynczego człowieka i społeczeństwa” i dawała „prawdziwe poczucie zranienia przez historię”. By unaocznić te sformułowania, wystarczy przywołać obrazy młodych powstańców warszawskich uwięzionych na śmierć w „Kanale” i akowca Maćka Chełmickiego z „Popiołu i diamentu”, umierającego na śmietniku historii. Owszem, obrazy te mogły wyrażać pragnienie pokolenia Wajdy, Munka, Kutza, Andrzejewskiego zerwania z pasmem narodowych klęsk, ale trzeba przyznać, że przynajmniej w tym drugim przypadku niewiele miały wspólnego z rzetelnością historyczną. Własne śledztwo w sprawie literackiego pierwowzoru „Popiołu i diamentu” , socrealistycznej powieści Andrzejewskiego, przeprowadził wybitny reportażysta Krzysztof Kąkolewski. Wniosek, do jakiego doszedł, jest bardzo smutny, a brzmi on następująco: „Nagromadzenie, spiętrzenie bohaterstwa, nieszczęść i szlachetności po stronie komunistów, podłości, tchórzostwa i zbrodni po stronie niekomunistów dochodzi w książce Andrzejewskiego do swoistej kumulacji”. I to nagromadzenie zaważyło negatywnie o jakości filmu Wajdy.

Liczne tabu z okresu PRL

Zwolennicy uprawiania filmowej polityki historycznej uważają, że historia Polski została mocno zafałszowana przez komunistów po 1945 roku i dlatego należy sięgać do naszej przeszłości, by wyjaśniać sobie i światu nasz los. W dużym stopniu mają oni rację, gdyż w poprzednim systemie nie można było nakręcić nie tylko uczciwego filmu o walce AK (powstawały za to filmy o wymyślonym przez komunistów „problemie akowskim”), ale nawet pomarzyć o filmie o legionach Piłsudskiego czy też Katyniu i sybirakach. Prawda o historii Polski była zakładnikiem politycznego sojuszu PRL z ZSRR, który miał trwać aż po koniec świata. Ta prawda wychodziła na światło dzienne tylko w momentach osłabienia władzy ludowej: zaraz po 1956 roku, w okresie Solidarności i w przeddzień Okrągłego Stołu. Dziś nie ma najmniejszego powodu, by kontynuować ten stan przemilczeń. Wyraziciele poglądu, że trzeba Polakom przywrócić ich historię, twierdzą, że i dzisiaj jest ona też zafałszowywana, o czym świadczą takie filmy jak niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie” czy też polskie produkcje „Pokłosie” i „Ida”, wszystkie przedstawiające Polaków w krzywym świetle zacofania i antysemityzmu.

Prawda z wymysłem się splata

Ja ze swej strony proponuję, by do zjawiska o nazwie „kino historyczne” podejść bez zbędnych emocji i traktować to kino jak inne teksty kultury, tzn. rządzące się własnymi prawami dzieła fikcjonalne, które powinny przede wszystkim zainteresować widzów. Ktoś może się zapytać, ile fikcji i metafory powinno być w filmie historycznym, by nie zafałszowywał przeszłości. Nie da się tego wymierzyć, bo już setki lat temu mawiał Hezjod, „prawda z wymysłem się splata”. Rzecz w tym, by ten splot porywał serca i poruszał sumienia, by nie zafałszowywał naszej przeszłości.

Przykład Waldemara Krzystka

Wybitny reżyser filmowy Waldemar Krzystek powiedział w jednym z wywiadów na początku lat 90., że nie wierzy, aby można było robić filmy w Polsce i o Polakach kompletnie poza historią. Słowa te padły w okresie, gdy na ekranach naszych kin dominowały filmy rozrywkowe, kiedy popularny był trend zapominania o przeszłości. Zjawisko krótkiej pamięci zostało przerwane dopiero przez widowiskowe adaptacje dzieł literackich „Pana Tadeusz” Wajdy i „Ogniem i mieczem” Hoffmana, oba bardzo dochodowe filmu. Krzystek wypowiadając te słowa miał na myśli to, że historia trwale określa i determinuje nasze życie i że nie sposób uciec od niej. Wypowiedź reżysera nie wzięła się z powietrza, gdyż należy on do pokolenia stanu wojennego, które studia filmowe ukończył w 1981 i musiał czekać kilka lat na swój debiut kinowy.

Krzystek nakręcił kilka wartościowych filmów fabularnych, począwszy od „W zawieszeniu” a skończywszy na „Fotografie”, które można określić na poły historycznymi, gdyż w ich centrum tkwią przede wszystkim moralne wybory jednostek. Krzystek nie uprawia ani mitotwórstwa, ani ideologii, ani moralizatorstwa, stara się natomiast ukazać losy jednostki na tle prawdziwych wydarzeń historycznych. Twórczość tego filmowca jest jednym z ciekawszych sposobów na uporanie się z naszymi historycznymi wzlotami i upadkami.

Piotr Samolewicz

Obecnie realizowanych jest kilkanaście fabularnych produkcji historycznych dofinansowanych przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, m.in. „Józef Piłsudski – przystanek Niepodległość” Michała Rosy, nowy film Jana Jakuba Kolskiego „Ułaskawienie” o historii żołnierza wyklętego „Odrowąża”, którego grób czterokrotnie był niszczony przez UB, „Kurier” Władysława Pasikowskiego oparty na wydarzeniach z biografii Jana Nowaka-Jeziorańskiego, „Specjalsi” Krzysztofa Łukaszewicza o jednostce „GROM”. W latach 2005-2015 powstało 69 dofinansowanych przez PISF pełnometrażowych fabularnych filmów historycznych. Łączne wsparcie PISF dla tych produkcji wyniosło aż 349 mln zł. Najpopularniejsze filmy historyczne – „Katyń”, „Wołyń”, „Miasto 44”, „Czarny czwartek”, „Syberiada polska” – mogą się pochwalić ponadmilionową widownią.