Pasją Pawła Dydio, absolwenta I LO w Sanoku od zawsze były przedmioty ścisłe. Na koncie ma wiele osiągnięć naukowych. W 2004 roku z Międzynarodowej Olimpiady Chemicznej przywiózł złoty medal. Obecnie mieszka i pracuje w Strasburgu. W instytucie, gdzie mieści się jego laboratorium „wylęgło się” już trzech noblistów. Może teraz kolej na naszego bohatera? Trzymamy kciuki!

Pochodzi z Sanoka, a dokładniej z Dąbrówki. Uczęszczał do Szkoły Podstawowej nr 2. Był ostatnim rocznikiem, który nie chodził do gimnazjum, a więc z podstawówki trafił prosto do ogólniaka.
– To były dobre czasy – wspomina pan Paweł. – Pierwszy rok był bardzo intensywny. Trzeba było przestawić się ze szkoły podstawowej na szkołę średnią. Pamiętam, że na początku było sporo nauki. Z czasem, na szczęście mniej.

W I Liceum Ogólnokształcącym brał udział w licznych konkursach szkolnych, koncentrując się przede wszystkim na chemii, biologii i matematyce. Zamiłowanie do przedmiotów ścisłych pojawiło się jednak już dużo wcześniej. – Jeszcze w podstawówce bardzo lubiłem matematykę i chemię (to akurat u nas rodzinne), a w szkole średniej doszła do tego biologia – mówi.

Pan Paweł bardzo mile wspomina swoich nauczycieli m.in. Roberta Rybkę z biologii, Ireneusza Stawarza z matematyki oraz Jana Bukłada, który wprawdzie nie był jego nauczycielem, ale prowadził koło chemiczne, na które pan Paweł uczęszczał przez całe cztery lata. Pan Jan wychował sporą grupę olimpijczyków, w tym właśnie Pawła Dydio, dwukrotnego laureata olimpiady chemicznej, a także zdobywcę złotego medalu na Międzynarodowej Olimpiadzie Chemicznej w niemieckim Kiel w 2004 roku.

W liceum, pan Paweł był stypendystą Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, wspierającego rozwój naukowy młodych osób. Będąc jeszcze w szkole średniej, często wyjeżdżał do Warszawy na Wydziały Chemii i Biologii UW oraz do Polskiej Akademii Nauk, gdzie uczestniczył w warsztatach naukowych i stażach badawczych. Tam poznał profesora Janusza Jurczaka, jak twierdzi „gwiazdę” polskiej chemii organicznej. Wszystko to miało wpływ na jego późniejsze życie. Nie zastanawiał się długo nad wyborem studiów, tym bardziej, że jako laureat olimpiady miał otwarte drzwi na każdy uniwersytet. Wybrał Uniwersytet Warszawski, a ściślej mówiąc Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Matematyczno-Przyrodniczych Uniwersytetu Warszawskiego (Kolegium MISMaP UW).

– Tam byłem w stanie łączyć chemię z biologią i równocześnie prowadzić niezależne badania naukowe – tłumaczy. – To było bardzo ciekawe doświadczenie pod tym względem, że zajęcia można było dostosować do własnych zainteresowań. Studiowałem chemię organiczną na Wydziale Chemii, a biochemię i genetykę na Wydziale Biologii.

Po ponad czteroletnich studiach odbył staż w Instytucie Chemii Organicznej Polskiej Akademii Nauk (PAN) w Warszawie. Później wyjechał do Amsterdamu, gdzie spędził cztery lata robiąc doktorat pod okiem prof. Joost Reeka.

Po tym zdecydował się na staż podoktorski na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Jest to jeden z przodujących w rankingach międzynarodowych uniwersytetów, który zawsze znajduje się w pierwszej trójce.

Tam szkolił się pod okiem profesora Johna Hartwiga. – To gwiazda światowego formatu – podkreśla.

Po dwóch latach opiekun naukowy pana Pawła stwierdził, że jest on już wystarczająco przygotowany do pójścia „na swoje” i rozpoczęcia niezależnej kariery naukowej. Na działania nie trzeba było długo czekać.

W sierpniu 2016 został profesorem na Uniwersytecie w Strasburgu we Francji i otworzył własne laboratorium, które mieści się dokładnie w Instytucie Inżynierii i Nauki Supramolekularnej. W instytucie prowadzone są przełomowe badania naukowe z chemii, biologii, fizyki i medycyny. Pracują w nim światowej sławy naukowcy, w tym aż trzech noblistów. Jednym z nich jest profesor Lehn, który w 1987 roku otrzymał Nagrodę Nobla, profesor Karplus (Nagroda Nobla w 2013) i profesor Sauvage (nagroda Nobla w 2016).
– Wszystko to tworzy niesamowitą atmosferę badawczą – podkreśla pan Paweł. – Tutaj wszystko mogę stworzyć zupełnie od „zera”: zespół, laboratorium, badania. Dlatego też robię dokładnie to, co chcę i jak chcę, biorąc za to pełną odpowiedzialność.

Obecnie wiele czasu absorbują mu kwestie administracyjne. Pozyskuje pieniądze na badania i zatrudnia odpowiednie osoby. Zarządza sześcioosobową grupą z Francji, Polski, Urugwaju i Chin. Liczba doktorantów i współpracowników naukowych jest jednak płynna.
– W przyszłym tygodniu dołączy do nas Nicola z Chorwacji, a za miesiąc Sylwester z Polski – mówi. – Cały czas się rozwijamy i poszukujemy nowych osób.

Dużym wsparciem w ostatnim czasie okazał się prestiżowy grant z Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych, który zasilił konto laboratorium o ponad 1,7 mln euro. – Za to można zatrudniać już sporo ludzi oraz kupić doskonały sprzęt do badań – twierdzi.

Celem pana Pawła jest stworzenie i zarządzanie grupą 7-10 osób.
– To dobra liczba, ponieważ z każdym można wtedy porozmawiać, zaplanować badania i podjąć jakiejś znaczące wyzwania badawcze – tłumaczy.

Na pytanie nad czym pracuje obecnie jego zespół odpowiada: – Adresujemy kilka problemów. W jednym przypadku prowadzimy czysto aplikacyjne badania, czyli chcemy ulepszyć metody już istniejące jeżeli chodzi o produkcję związków chemicznych takich jak związki ochrony roślin, tworzywa sztuczne czy leki. W drugim, próbujemy kompletnie zmienić podejście do syntezy takich związków. Jesteśmy zainspirowani podejściem naturalnym, gdzie wszystkie procesy zachodzą równocześnie, wymagają mniejszego nakładu energii i materiału a są zdecydowanie szybsze i bardziej przyjazne dla środowiska.

Pan Paweł czasem tęskni za Polską, w szczególności za Sanokiem, w którym wciąż mieszka spora cześć jego rodziny. Niemniej jednak w miarę możliwości często tu bywa.
– Oczywiście, trudno byłoby prowadzić badania naukowe w Sanoku, ale chodzi mi po głowie, aby otworzyć laboratorium także w Polsce. Może w Warszawie? – zastanawia się.

Tym bardziej, że cały czas współpracuje i prowadzi badania naukowe z profesorem Jurczakiem. Nie wyklucza też słonecznej Kalifornii, do której bardzo chętnie by powrócił, zwłaszcza, że jego partnerka, Elly stamtąd pochodzi.

– Ciężko jednak mówić o osiedleniu się, cały czas jestem w drodze. W założeniu, w Strasburgu jestem tylko czasowo – podkreśla. – Moim celem tutaj jest założyć nowe laboratorium, rozwinąć tematykę, a następnie przenieść cały zespół do innego instytutu, uniwersytetu, kraju czy nawet na inny kontynent. Tam trzeba będzie podjąć kolejne wyzwania.

W wolnych chwilach biega. Pomimo wielu obowiązków i odległości, nie było dla niego problemem nawet to, żeby przyjechać na maraton, który odbył się 14 października w Poznaniu.

Edyta Szczepek