III Rzeczpospolita nigdy nie posiadła wielu entuzjastów, gdyż od samego początku swego istnienia zaprojektowana była dla dobra nielicznych. Do dzisiaj bronią ją jedynie ci, którzy otrzymali od losu wygodną synekurę, którzy w nowej Polsce dorobili się znacznego majątku. Tacy wybrańcy stanowią jednak mniejszość społeczeństwa. Zwykli ludzie, bez żadnej głębszej ideologii, zwyczajnie pogodzili się z otaczająca ich rzeczywistością, stwierdzając, że widocznie tak musiało być, że nie ma alternatyw.

Ustrój pomagdalenkowski posiada od początku swego istnienia szereg wad, szereg grzechów pierworodnych. Został on zrodzony przez służby PRL, które uwłaszczyły się na majątku narodowym w wyniku złodziejskiej prywatyzacji. Zlikwidowano dziesiątki nowoczesnych zakładów produkcyjnych, mogących bez problemu generować całkiem sporo przychody. Ich jedynym problemem był brak dobrej ręki zarządcy. Rozgrabienie własności było jednak dla łże-elit o wiele bardziej kuszącym i prostszym rozwiązaniem, ponieważ do zarządzania kapitałem trzeba mieć wiedzę techniczną, organizacyjną czy ekonomiczną. Natomiast ubecja była sprawna w tłumieniu opozycji, a nie w codziennej, uczciwej pracy.

Po krótkim okresie obowiązywania wolnorynkowej ustawy Wilczka, na gospodarkę szybko nałożono kaganiec regulacji, co uniemożliwiło powstanie silnych, krajowych koncernów. Do dzisiaj odczuwamy brak firm-czempionów mogących stymulować rozwój technologiczny i ekonomiczny kraju. Zamiast tego sprowadzono do Polski zachodnie montownie, w których to ludność tubylcza stanowi element półniewolniczy. Małe, rodzinne sklepy szybko ustąpiły przedpola pod naporem supermarketów, co wcale nie jest zasadą w państwach rozwiniętych, czego przykładem może być Japonia czy placówki typu „Deli” w USA.

 

Rozczarowani realiami codzienności młodzi ludzie postawili na exodus, na tułaczkę po świecie. Skoro krajowa gospodarka zapewnia wyłącznie głodowe pensje, to po cóż się przemęczać skoro zachód za taką samą pracę gwarantuje kilkukrotnie wyższe zarobki ? Na obczyźnie znajdziemy, zgodnie z szacunkami, dwa i pół miliona polskich dusz. Skalę tej emigracji możemy porównać pod względem demograficznym do zagłady całej generacji podczas wojny.

 

Tę gorycz odczuli również ludzie pióra. W odpowiedzi na zniechęcenie wobec szarej rzeczywistości, publicyści ukuli wizję IV Rzeczypospolitej. Miało to być nowe państwo, w którym każdy Polak czułby się gospodarzem, a nie osobą wykluczoną. Z kolei elity władzy rządziłyby całością patrząc nie na dobro partykularne, lecz na dobro ogółu. Polska miałaby być znowu, jak przed wiekami, silna, bogata i sprawiedliwa. Ten projekt pozostał, z dzisiejszej perspektywy, wyłącznie sferą marzeń. Na nasze jednak szczęście wdrożono pewne postulaty pozwalające na reformę, „połatanie” obecnego ustroju, przez co standard życia podniósł się do akceptowalnego stopnia.

Jeszcze kilkanaście lat temu niczym niezwykłym było wręczenie policjantowi łapówki podczas kontroli drogowej. Obecnie, dzięki odpowiedniej polityce, żaden funkcjonariusz nie przyjmie koperty, ponieważ wszyscy czują strach przed zwolnieniem. Przyjęto surowe systemowe rozwiązania, w których korupcja jest niedopuszczalna – i to działa. Bat CBA skruszył nawet największych łapowników. Idźmy dalej, jakiś czas temu trudno było zbudować jakąkolwiek drogę. Współcześnie remonty oraz modernizacje infrastruktury są powszechne. Aby inwestycje ruszyły z kopyta, wystarczyło uczciwe gospodarować groszem publicznym.

W tym momencie dokonywane są próby reformy sądownictwa. Bez wątpienia trzeba te zamiary ocenić pozytywnie. Za sądami w obecnym kształcie opowiada się garstka osób, ponieważ zwyczajny człowiek czuje przez skórę, że tylko nieliczni mogą liczyć na uczciwy wyrok. Procesy sądowe w Polsce trwają miesiącami. Zapewne wynika to z tego, iż aparat sprawiedliwości wyszedł w zasadzie bez szwanku po okresie PRL. Recepta na te patologie jest jedna: stawiamy na młodych prokuratorów, młodych sędziów, młodych urzędników i dajemy im przyzwolenie, by wdrażali nowe pomysły.

Zmianie musi ulec również stosunek biurokraty do petenta. Nie żyjemy już w czasach zaborów, kiedy to zwykły człowiek musiał schylać się do pasa, aby wyrazić swoją niższość względem carskiego dygnitarza. Wszyscy pracownicy sektora publicznego, którzy „fuczą” na swojego klienta, którzy ubierają się w sposób nielicytujący z godnością urzędu, muszą zostać bezwzględnie zwolnieni. Ich czas już minął. Skoro, jako podatnicy, płacimy duże pieniądze na państwo, mamy prawo również od tego państwa wymagać profesjonalizmu.

Gdy władza wywyższa kosmopolityzm, gdy z pogardą patrzy na wartości narodowe, brak etyki w życiu publicznym osiąga niewyobrażalne rozmiary. I z tymi tendencjami nadal należy walczyć. Przez brak patriotyzmu wśród notabli, czuliśmy się przez długi czas jak intruzi we własnej Ojczyźnie. Zdrowe rozwiązania polegają natomiast na tym, że gospodarzymy własnością publiczną tak, jakby był ona naszą własnością prywatną.

Sen o IV Rzeczypospolitej nadal ma wielką przyszłość, ponieważ jest to wizja posiadająca perspektywę. Gdy większość z nas budzi się codziennie przed pracą, łatwo dostrzec konieczność zmian, które mogą ułatwić nam życie. Prędzej czy później obudzimy się w nowym ustroju, ponieważ stary porządek posiada zgniłe fundamenty. Zrewitalizowana konstytucja nie będzie już nostalgią za socjalizmem, lecz gwarantem szczęśliwego życia dla wszystkich obywateli. Jeżeli już ten czas nastanie, w nowej rzeczywistości Polska znowu będzie krajem dla Polaków. I nie posiadajmy trwogi przed tym politycznie niepoprawnym sformułowaniem, gdyż dla kogo innego ma funkcjonować gniazdo ojczyste?

Karol Skorek