Czy w mózgu mieszka Bóg?

Czy w mózgu mieszka Bóg?

Profesor Jerzy Vetulani chętnie udzielał wywiadów, uczestniczył w spotkaniach i wygłaszał wykłady poza uniwersytetem, ponieważ wyznaczył sobie za cel propagowanie nauki. Kilkakrotnie zastanawiano się, czy by Jerzego Vetulaniego nie zaprosić do Sanoka. To się, niestety, już nie wydarzy. Szkoda. Jednym z ostatnich ważnych rozmówców Profesora był ksiądz Grzegorz Strzelczyk – z ich spotkań urodziła się książka, zatytułowana „Gimnastyka duszy, rozciąganie mózgu”. Ksiądz Grzegorz Strzelczyk wspomina Jerzego Vetulaniego w rozmowie z Małgorzatą Sienkiewicz-Woskowicz.

Jakim rozmówcą był Profesor? Jako wykładowca bardzo dbał o to, by naukowa zawartość przekazu była dla słuchaczy zrozumiała i przyswajalna.
Rozmawiałem z nim głównie na potrzeby powstającej książki, a to narzucało nam pewną specyficzną formę, w której swoboda wypowiedzi była znacznie ograniczona. Profesor był niesforny – chętnie i często wychodził poza narzucone ramy jeśli tylko coś go zainteresowało. Nie ukrywam, że bardzo mi ten styl odpowiadał, bo i ode mnie wymagał giętkości. Ale za polotem Profesora momentami trudno było nadążyć, zwłaszcza, gdy poruszał się po swojej dziedzinie i tryskał pasją młodzieniaszka. Robiło się spokojniej, kiedy z kwestii czysto biologicznych wychodziliśmy ku leżącym nieraz w ich tle problemom filozoficznym – do pytań o człowieka. I tu często mogłem doświadczyć jak wiele w nim było ciekawości. Ma Pani natomiast całkowitą rację co do jasności przekazu – złożone problemy przekładał na przejrzyste metafory, ilustrował anegdotami. Świetnie się go słuchało.

Miał profesor Vetulani zainteresowania nie tylko naukowe. W jaki sposób odpoczywał, gdzie szukał rozrywki? Jego zauroczenie sztuką nie było całkowicie bezinteresowne…
Na ten temat trudno mi coś powiedzieć, bo – jak wspomniałem – nie mieliśmy za bardzo okazji do rozmów poza książkowymi tematami. Ale przez sposób mówienia o biologii przebijało jasno, że jakkolwiek jest to umiłowana przestrzeń wiedzy o świecie, to przecież nie była jedyną. Zapewne na podstawie nagrań dałoby się policzyć ile niebiologicznych książek zacytował w czasie naszych rozmów. Z tego wnoszę, że chłonął książki. I to chyba w bardzo szerokim spektrum autorów, gatunków tematów. Nie wiem, czy był to zreflektowany pogląd Profesora, ale na mnie robił wrażenie człowieka, który jest przekonany, że warto napychać głowę ciekawymi książkami, bo to po prostu dobrze człowiekowi robi.

Biologia to był dla Profesora mechanizm odpowiedzialny w stu procentach za losy świata? Próbował Księdza przekonywać do swoich racji?
Nie tylko biologia. Jeszcze fizyka, chemia itd. Nauki są w stanie odczytywać mechanizmy, które stoją za kształtem świata, jaki znamy. I w tym się w pełni z Profesorem zgadzałem. Różnica zaczynała się wtedy gdy dochodziliśmy do granic ich możliwości poznawczych. Profesor twierdził, że dalej już nie można sięgnąć, bo nic nie ma. Ja – że można, tylko raczej duchowym doświadczeniem, niż narzędziami nauk. Oczywiście to przekładało się też na różnice w interpretacji doświadczenia religijnego. Tam, gdzie Profesor widział bardziej lub mniej samoczynnie, deterministycznie lub przypadkowo inicjowane procesy, które konstruują fikcyjny przedmiot doświadczenia, ja jestem skłonny wierzyć, iż przedmiot ten – ostatecznie Bóg – jednak istnieje. Natomiast nasza rozmowa to nie był w pierwszym rzędzie dyskusja ateisty z wierzącym. Ten wątek jest tam silny, ale nie pierwszorzędny. Chodziło nam raczej o uchwycenie tego, co w tradycji religijnej i w neurobiologii może pomóc w rozumieniu podstawowych ludzkich doświadczeń…

Czy Jerzy Vetulani byłby skłonny użyć prowokacji jako środka dydaktycznego?
Myślę – sądząc po naszych rozmowach – że był to silny zasób w jego dydaktycznym arsenale. Nie miałem okazji słuchać Profesora w ramach regularnych zajęć dydaktycznych, ale przy pracy nad książką nutka intelektualnej prowokacji (nieraz okraszona przesympatyczną złośliwością) nieustannie unosiła się w powietrzu. Profesor dobrze orientował się w kwestiach filozoficznych, religijnych i etycznych, co ułatwiało mu sprawę: z wielką satysfakcją naprowadzał rozmowę na punkty, o których wiedział, że teolog będzie się musiał przy nich nagimnastykować. Ale starałem się nie być dłużny.

Czy jest coś, o co dziś Ksiądz zapytałby Profesora, jeśli to byłoby możliwe?
W tej chwili? Jak wielkie było jego zaskoczenie, kiedy spotkał się z tym, w którego istnienie dogłębnie wątpił…

Jerzy Vetulani jakiego trzeba zapamiętać: co z jego nauki, a co z jego człowieczeństwa warte jest ocalenia?
Zapamiętam go jako człowieka uczciwie szukającego prawdy. I więcej nieco: tam była też odwaga znajdowania i podejmowania ryzyka, by jej bronić. Czasami – zwłaszcza w konserwatywnych środowiskach – przykleja się Profesorowi łatkę rozwiązłego zwolennika legalizacji marihuany. A tam przecież chodziło o coś zupełnie innego: zwłaszcza o twarde wyniki badań potwierdzających możliwości leczniczego zastosowania tejże. Decyzję o blokowaniu możliwości pomagania cierpiącym skuteczniej niż za pomocą innych dostępnych środków postrzegał jako nieprawą – dlatego angażował się w działania mające tę nieprawość zniwelować. Nie mnie oceniać, czy zawsze jego przekonania rzeczywiście oddawały twardy stan badań. Może czasem -– co zdarza się wielu zapalonym naukowcom – go ponosiło. Nie potrafię i chyba nawet nie chcę tego oceniać. Ja chciałbym zachować do Jego wieku podobną pasję badawczą i ciekawość do ludzi. Chyba by mi wystarczyło…
* Ksiądz dr Grzegorz Strzelczyk – prezbiter archidiecezji katowickiej, sekretarz II Synodu Archidiecezji katowickiej, teolog, autor publikacji naukowych, rekolekcjonista, współzałożyciel i współpracownik kanału boska.tv, członek Laboratorium „Więzi”.
„Gdyby był pan wierzący, trzeba by było pana wyświęcić” – spuentował ksiądz Strzelczyk jedną z ostatnich swoich rozmów z profesorem Jerzym Vetulanim.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here