Maciej Harna - o odmienności muzycznych wizji

Maciej Harna – o odmienności muzycznych wizji

Maciej Harna fot.Stanisław Nogaj 225x300 - Maciej Harna - o odmienności muzycznych wizjiMuzycznych inspiracji szuka w najodleglejszych zakątkach świata. O Sanoku i Górach Słonnych opowiada poprzez barwną i nietuzinkową muzykę. Lira korbowa choć dla wielu stanowi zapomniany instrument, to dzięki niemu na nowo odkrywamy jej niezwykłe dźwięki.
Maciej Harna ukończył muzykologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest muzykiem, multiinstrumentalistą. Gra na gitarze, arabskiej lutni oud, indyjskim sitarze, rawapie, a także lirze korbowej. Jest nauczycielem Państwowej Szkoły Muzycznej w Sanoku oraz współpracuje z Niepubliczną Szkołą Muzyczną w Lesku a także zespołami KSU, Karpaton na Słowacji, środowiskiem lirniczym w Polsce i powstałą z niego formacją LiroFonia. Jest założycielem zespołu Orkiestra Jednej Góry Matragona. Otrzymał nagrodę miasta Sanoka w kategorii twórczość artystyczna.

Otrzymał pan nagrodę Miasta Sanoka. Jakie wrażenia?

– Bardzo się cieszę z otrzymanej nagrody, tym bardziej, że znalazłam się w tak zasłużonym gronie osób wyróżnionych. Miałem zaszczyt pojawić się wśród artystów oraz twórców kultury, których bardzo cenię.

Lira korbowa to instrument nieco zapomniany. Skąd się wzięło zainteresowanie właśnie tym instrumentem?

Od zawsze interesowałem się rożnymi instrumentami. Uczyłem się gry na kilku. Po pewnym czasie zaciekawiła mnie lira korbowa. Zespół Ars Nowa, jeden z bardzo zasłużonych dla Polski zespołów muzyki dawnej w swoim repertuarze zastosował grę na lirze. Po ich koncercie na festiwalu w Lublinie, gdzie graliśmy też z Matragoną, zaciekawił mnie ten instrument. Spytałem skąd go mają. Powiedzieli, że właśnie na naszym terenie jest ktoś kto ją produkuje, a wręcz że dzieje się to w Sanoku. Ale wiedziałem, że w mieście nie było nikogo takiego. Jednak niedaleko, bo w Haczowie pan Stanisław Wyżykowski tworzył je i robi to do dnia dzisiejszego. Tak zaczęła się moja przygoda z lirą. Coraz częściej zacząłem się pojawiać w pracowni Wyżykowskiego. Zamówienie samej liry to nie tylko jej wykonanie. Wyżykowski zawsze starał się udoskonalić mój instrument. Dzięki spotkaniom u niego poznałem ciekawych ludzi z całej Polski oraz jego ucznia Stanisława Nogaja, z którym teraz współpracuję. Gdy starszy lutnik musiał sprzedać dom Nogaj przeniósł haczowską pracownię Wyżykowskiego do skansenu, przy aprobacie pomysłu i zaangażowaniu władz Muzeum Budownictwa Ludowego. Chcieliśmy, aby to miejsce było żywe, a nie tylko pomieszczeniem muzealnym, by stało się symbolicznym centrum ruchu liry korbowej w Polsce, ponieważ na naszym terenie lira jeszcze przed wojną była bardzo popularna. Potwierdzają to ostanie badania. Udało się nam skupić środowisko lirników. Są wśród nich bardzo młodzi ludzie, którzy są zainteresowani nowym kontekstem tego instrumentu. Chodzi o jego wykorzystanie. Gitara elektryczna nieco się przejadła, coraz częściej zespoły rockowe sięgają po inne instrumenty. Zaczyna się pojawiać lira, która jest wykorzystywana w muzyce filmowej, teatralnej, czy też eksperymentalnej. Ci ludzie przyjeżdżają do nas z różnych zakątków Polski. Organizujemy warsztaty, zapraszamy na nie m.in. znakomitego lirnika z Warszawy Macieja Cierlińskiego, który gra na specjalnie wykonanej przez Stanisława Wyżykowskiego lirze wiolonczelowej. Wspólnie tworzymy kolektyw koncertowy. W tamtym roku zagraliśmy jako LiroFonia, wcześniej na festiwalu Góry Kultury oraz na tegorocznej jego edycji. Przekrój osób które przyjeżdżają na warsztaty zaczyna się od młodzieży szkolnej, poprzez studentów, pracujących pasjonatów a kończy na Stanisławie Wyżykowskim, który ma 92 lata i wciąż twórczą wenę.

Dlaczego akurat lira korbowa?

Myślę, że jest to poniekąd dobra promocja czegoś unikalnego z naszego regionu. Lira korbowa jest znana oczywiście na całym świecie. Stanisław Wyżykowski jednak jako pierwszy w powojennej Polsce w latach 60-tych zbudował lirę korbową już wtedy zapomnianą. Nasz region stał się wiodącym właśnie w odtworzeniu tradycji gry i budowy tego instrumentu.

Jest pan multiinstrumentalistą. Skąd zainteresowanie grą na instrumentach z rożnych zakątków świata?

Ukończyłem muzykologię z ukierunkowaniem na muzyczną etnografię. Początkowo interesowałem się naszym regionem w szczególności mniejszością narodową jaką są Łemkowie. Z czasem przyszło też zainteresowanie inną muzyką. Jazz, muzyka indyjska, afrykańska , bałkańska, arabska i dawna europejska. Instrumenty zaczęły oddziaływać na muzykę którą tworzyłem. To bardzo inspirujące. Powstał zespół Matragona w SDK-u. Zaproponowałem grę na całkiem innych instrumentach. Znalazło się kilka osób, które „zaryzykowały”. Większość z nich do tej pory gra w zespole lub poza nim na etnicznych lub historycznych instrumentach. Otwartość na inność kultur, na wartość ich odmienności przenosi się na inny sposób postrzegania świata, nie tylko w dziedzinie muzyki. Pomaga zrozumieć jak wiele nas łączy, i jak różnice są ważne dla każdego rozwoju. Oprócz liry gram na oud czyli lutni arabskiej, na sitarze, gitarze, ukulele, mandolinie, rawapie. Jest tyle wspaniałych instrumentów na których chciałbym się nauczyć grać, ale brakło by mi na to życia. A żeby dobrze na czymś grać, to trzeba temu poświęcić wiele czasu.

Jest pan nauczycielem, jak się uczy nauki gry na instrumentach inne osoby?

Kontakt indywidualny z uczniem, młodym człowiekiem, który zaczyna odkrywać świat muzyki poprzez instrument jest fantastyczny. Tym bardziej, że mam zdolnych uczniów, którzy dobrze sobie radzą oraz osiągają sukcesy. Młodzi gitarzyści być może widzą, że gram też na całkiem innych strunach. Najważniejsze to obudzić ciekawość, pasję. Bo muzyka jest studnią bez dna, można w niej znaleźć coś dla siebie, dzisiaj ucząc się gry na gitarze, a w przyszłości tworzyć ją w zupełnie inny sposób.

Wydaliście w ubiegłym roku kolejną płytę. O czym jest?

Właściwie to głównie ta płyta przyczyniła się do zdobycia nagrody miasta, bo nagroda dotyczy twórczości. Każda płyta Matragony jest trochę moim dziełem w sensie pomysłów muzycznych, jednak zanim powstanie staje się dziełem wspólnym w którym każdy członek zespołu ma swój udział. Gdyby nie ludzie, którzy mi zaufali i wykonują moje wizje muzyczne i interpretują je po swojemu, ta muzyka pozostałaby w mojej głowie. Dzięki nim udaje mi się ucieleśnić pomysły w materii dźwiękowej. W zespole gramy w 7 osób. Płyta Anarti to piąty krążek a trzeci duży album, który poświęciliśmy bardzo odległej historii ziemi sanockiej. Płyta opowiada mało znaną historię osadnictwa celtyckiego nad Sanem, promuje niezwykły krajobraz Gór Słonnych. Anarti – to określenie grupy celtyckiej która ok. IV w.p.n.e. zamieszkiwała tereny nad Sanem w okolicach Sanoka, co dokumentuje najnowsza archeologia swymi kolejnymi odkryciami. Płyta miała na celu zwrócić uwagę na unikalny w skali kraju rozdział historii powstawania sanockiej osady. Czy kogoś niepokoi, że jego praprzodek mógł być Celtem? Dla mnie to fascynujące. Ale w świetle żadnej jak dotąd wiedzy o starożytnej muzyce rozbrzmiewającej nad rzeką San (bo przecież była) – dziś możemy jedynie puścić wodze twórczej fantazji. Tak zrobił Beksiński w obrazie zamieszczonym na okładce „Anarti”, zaklinając klimat przeszłości i tajemnicy. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którzy przyczynili się do takiego wyróżnienia mnie.

Dominika Czerwińska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj