Wojna z kłusownictwem przynosi coraz lepsze efekty

Wojna z kłusownictwem przynosi coraz lepsze efekty

Powiat sanocki to miejsce, w którym najdłużej, bo od 1999 roku i z najlepszymi wynikami działa Społeczna Straż Rybacka w Sanoku. Często stawiana za wzór dla innych.

– Mamy jeden z największych, po leskim, obszar wód, nad którymi sprawujemy opiekę. Obszar działania SSR w Sanoku to powierzchnia powiatu 1225,12 km. Należy nadmienić, że w powiecie sanockim jest około 1500 wędkarzy plus przyjezdni. Społeczna Straż Rybacka jest podzielona na 3 grupy terenowe: Zagórz, Rzepedź i największa Sanok. W obecnej chwili zrzesza ona 17 strażników, którzy bezinteresownie poświęcają swój czas w walce z kłusownictwem. – mówi Tygodnikowi komendant straży Ryszard Rygliszyn.

W celu prawidłowego funkcjonowania SSR w Sanoku dokonano analizy stanu zagrożenia zjawiskami kłusownictwa rybackiego, dewastacji środowiska naturalnego, zanieczyszczenia cieków wodnych oraz ich brzegów. Strażnicy pragną, by nasze wody były rybne i bezpieczne.

– Mamy nadzieję, że walcząc z kłusownictwem, robimy coś dobrego nie tylko dla wędkarzy, ale też dla przyszłych pokoleń. – dodaje komendant.

Społeczna Straż Rybacka spełnia nie tylko rolę prewencyjną, ale również kształtuje świadomość ekologiczną i etykę osób dokonujących połowu ryb. Poprzez swoją obecność nad wodami, rozmowy, udzielanie stosownych wyjaśnień i uwag, strażnicy przyczyniają się nie tylko do uczulania łowiących na przepisy w zakresie ochrony zasobów wód, ale również do przestrzegania przepisów o ochronie przyrody. Społeczna Straż Rybacka w Sanoku, pomimo ograniczeń prawnych i formalnych, spełnia bardzo ważną rolę w ochronie wód powiatu sanockiego, swoim działaniem wspomagając Państwową Straż Rybacką, która ma swój oddział w Krośnie. Warto nadmienić, że strażnik SSR, w trakcie czynności, jest chroniony jako funkcjonariusz publiczny. Ma on prawo do kontrolowania dokumentów uprawniających do połowu ryb. Może również zatrzymać przedmioty służące do nieuprawnionego połowu. W walce z kłusownictwem i przestępczością nad wodami Społeczna Straż Rybacka od kilkunastu lat robi wiele dobrego, poświęcając swój czas, własne samochody, pieniądze, narażając się na konfrontację z nie zawsze miłymi użytkownikami wód.

W ciągu ostatnich kilku lat Społecznej Straży Rybackiej udało się m.in. wykryć 50-metrową sieć zastawioną na Sanie, w której było 40 kg ryb (niestety, w dużej części były nieżywe). Podczas jednej ze wspólnych akcji PSR wykryło i zatrzymało sprawców, którzy dokonywali połowu ryb przy pomocy prądu elektrycznego, a także wykryto i ustalono sprawcę połowu na sieci, sprawa trafiła do sądu, a kłusownik został ukarany. Zlikwidowano również 32 dzikie wysypiska śmieci i doprowadzono do ich likwidacji, a w jednym przypadku udało się ustalić sprawcę, który za swój czyn odpowiedział przed sądem. SSR udało się uratować sporą ilość rannych dzikich zwierząt i ptaków, a także ujawnić 42 nielegalne odpływy ścieków do rzek i potoków. Zatrzymano 15 kłusowników, w tym 7 osób innej narodowości, dopuszczających się połowu ryb na tarliskach, stosując okrutną metodę na tzw. „szarpaka”.

W latach 2014-2019 przeprowadzonych zostało 1561 kontroli, podczas których sprawdzono 10595 wędkarzy. Ujawniono 841 wykroczeń, a 183 zostały skierowane do Państwowej Straży Rybackiej.

Do najczęstszych wykroczeń wśród wędkarzy należą: brak aktualnego pozwolenia na połów ryb, niewymiarowe okazy, połów na niedopuszczalną liczbę wędek, nieprzestrzeganie limitów, zanieczyszczanie stanowisk, brak wpisów do rejestru połowu oraz  złe przechowywanie ryb – referuje komendant Społecznej Straży Rybackiej Ryszard Rygliszyn.  – Strażnicy z przykrością stwierdzają, że niestety, nad wodą wciąż trafiają się „miesiąrze”, którzy zabijają wszystko co wyholują z wody. Pora to zmienić. Wędkarstwo powinno być wspaniałą formą spędzania wolnego czasu , a nie sposobem na wypełnienie lodówki. To, co widzimy nad wodą po weekendach, jest karygodne. Pozostawione stosy śmieci i wędkarskich  odpadków, jak porwane żyłki i plecionki stwarzają zagrożenie dla ptaków i innych zwierząt, dlatego zawsze warto zabierać te, które napotyka się na brzegu oraz te wyłowione z wody. Etyka wędkarska powinna przejawiać się właściwym zachowaniem wobec kolegów nad wodą. Nie należy przymykać oczu na tych, którzy łamią prawo. Jest to w interesie nas wszystkich. Czujmy się gospodarzami wód, na których łowimy – dodaje na koniec Ryszard Rygliszyn.

esw

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj