Śródmieście?! Kto nam pomoże zmienić ten stan?

Śródmieście?! Kto nam pomoże zmienić ten stan?

 

Niegdysiejszy z-ca burmistrza, „przywieziony w teczce”, i nie z Polski centralnej (jak ten kot z filmu „Sami swoi”), a z samego Gorzowa Wlkp. mawiał, że centrum Sanoka wygląda jak ze starej pocztówki. Twierdził, że jest w nim dużo „lepianek”. Trochę przesadził w obrażaniu nas. Ale tylko trochę.

Śp. prezes SSM Mieczysław Kozimor i Jego załoga uczynili wiele, aby zlikwidować sypiące się budynki, a w ich miejsce  zbudowali okazałe bloki mieszkalne. W tym przeobrażaniu Śródmieścia, sporą zasługę mają też dawne Sanockie Zakłady Przemysłu Gumowego „Stomil”, które zbudowały min dwa budynki przy ulicy Daszyńskiego (nie licząc innych przy Sierakowskiego, Cegielnianej, Sadowej, Kolejowej i Dworcowej razem ponad 1000 mieszkań!).

Pamiętam, jak bardzo ucieszyła mnie informacja od Głównego Specjalisty ds. Pracowniczych śp. Władysława Wołczańskiego, gdy przekazał mi w lutym 1978 roku, że jako stypendysta zakładów otrzymuję przyobiecane w umowie stypendialnej mieszkanie zakładowe przy Daszyńskiego 2. Klucze miałem otrzymać zgodnie z tą umową przed upływem 3 miesięcy od zatrudnienia.

Naszą radość oraz sąsiadów, zakłócał obraz za oknami. Stał, i nadal tam stoi, budynek dawnego LOK, gdzie odbywały się przez lata egzaminy na prawo jazdy. Osobiście mam z nim związane miłe wspomnienia, gdy jako tzw. eksternista, zdawałem na zasypanych śniegiem ulicach Sanoka, Syreną Bosto, swój egzamin.

Dając klucze, obiecano nam, że los tego stojącego zbyt blisko naszego budynku obiektu jest już przesądzony. Ma iść do wyburzenia, a LOK zbuduje swoją nową siedzibę na Kiczurach. Gdyby PRL nie upadł, pewnie by tak było. Zaczęto stawiać tam mury nowej siedziby, która niestety nie została ukończona. A tak nasze sąsiedztwo wygląda obecnie.

Prawda, że nie zachwyca?

Budynek LOK przechodził różne koleje losu. Był nawet w miejskich zasobach, sprzedany jednemu z banków. Obecnie ponoć jest w prywatnych rękach i straszy, zagraża, stanowi melinę.

Zdjęcie innego „cuda”, jaki mamy za oknami też ukazuje, że coś z tym „fantem” należy zrobić. Czy w tej sytuacji nie należałoby dać mieszkania komunalnego lub socjalnego mieszkańcowi tego budynku, wykupić i wyburzyć? A może sprzedać komuś, kto ma wolną gotówkę i będzie chętny do inwestowania? Jak długo jeszcze na przejściu pomiędzy Daszyńskiego i Feliksa Gieli do Urzędu Gminy Sanok, Stokrotki, Urzędu Skarbowego i innych firm w sanockim „Manhattanie” będą straszyć te rudery? Gdyby nie liście z jeszcze nie wyciętych drzew, taki widok mielibyśmy przez okrągły rok!

A okolica nie wyglądała i nadal nie wygląda kwitnąco.

Władze miasta wraz z Kinematografią, zamierzając zbudować za PRL-u nowe kino, wykupiły kilka domów przy Feliksa Gieli. Wyburzyli je, nawieziono sporo ziemi, powstała szkieletowa konstrukcja i…wszystko stanęło, strasząc wyglądem. Teren stał się na długo dzikim parkingiem. Widok, jak u Samuela Becketta.

Dobrze częściowo się stało, że zbudowano Stokrotkę. Teraz mamy za to pełno samochodów wokoło. O ironio.

A oto inne obrazki z najbliższej okolicy. W tym miejscu stał okazały budynek, w którym mieszkali sanoczanie z dziada pradziada, śp Państwo Lisowscy. Po Ich śmierci, miasto wykupiło budynek i cały teren. Budynek wyburzono, działka obecnie zarasta ( chociaż już jest podobno w prywatnych rękach ). zdj. nr 2

Kierując przez 10 lat MOSiR, udało mi się postawić tam konstrukcję kosza, do którego młodzież czasami ćwiczyła rzuty. Na wykup tej działki nie zdecydowała się Spółdzielnia Mieszkaniowa Śródmieście. A szkoda, mogliśmy zagospodarować ten teren np na plac zabaw, którego brakuje w okolicy, skwerek, a w ostateczności postawić na parterze garaże, których tak w centrum brakuje, a nad nimi mogły być sklepy, czy punkty usługowe. Teraz plac stoi i czeka „na zmiłowanie”. Jedyne piękne, dające dużo cienia drzewo zostało wycięte i nie ma komu usnąć resztek po nim .

Ktoś powie, że prywatne jest lepsze. Tak, pod warunkiem, że prywatny właściciel chce, potrafi, ma pomysł i kasę!! A jak z tym bywa, proszę popatrzeć na stojący przy ul. Sienkiewicza budynek po policji, którego pozbył się Powiat Sanocki. To kolejny „kwiatek” w Śródmieściu.

Na koniec, muszę się poskarżyć na władze miasta i bezduszne przepisy, które uniemożliwiają sensowne działania samorządowi.

Otóż w 2014 roku, kiedy zaproponowano mi start w wyborach do Rady Miasta Sanoka, obiecałem mieszkańcom ulicy Winnej (a tak wygląda obecnie, że doprowadzę do sytuacji, gdy będzie urokliwą uliczką – nie tylko z nazwy.

W PRL-u nadano jej tę nazwę, ale zapomniano o wyglądzie oraz jej mieszkańcach, brnących po błocie.

Efektem moich starań jest fakt, że miasto uwłaszczyło się na 1/3 części działek stanowiących tę ulicę, odkupując je od spadkobierczyni po śp. Panu Zygmuncie Kellerze. Udało nam się też w trakcie kadencji min wyremontować chodnik do ILO, położyć asfalt na ul. Bocznej, zbudować chodnik od SDH po Słowackiego, odnowić całą ul. Grunwaldzką. Ale dalej w sądach trwa poszukiwanie spadkobierców po zmarłych, dawnych mieszkańcach tej uliczki i jak dotąd wiadomo, że jedni nie pozostawili potomków, a inni mają rodziny walczące nie wiedzieć o co.

I tutaj pojawia się myśl, aby w ramach likwidowania absurdów prawnych, odpowiednie ministerstwo dokonało zmiany przepisów po to, by samorządy każdego szczebla mogły działać sensownie, zabezpieczając na oddzielnym koncie środki wg wyceny biegłych za takie mienie na wypadek, gdyby pojawili się spadkobiercy. Brak tychże obecnie powoduje, że każdy wójt, burmistrz, wojewoda, czy marszałek, wydając pieniądze na konieczną kanalizację, sieć wodociągu, oświetlenie czy asfalt, może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej za przekroczenie przepisów i zainwestowanie w mienie, którego stan prawny jest nieuregulowany. Ot zagwozdka, no nie? A takie sytuacje nie są odosobnione, gdy brak prawa do gruntów po nieznanych z miejsca pobytu spadkobierców po zmarłych, blokuje na lata każdą małą i dużą, konieczną inwestycję.

Tylko proszę nie mówić, że sądy działają bez zwłoki i zawsze w społecznym, dobrze pojętym interesie. Taki stan z ulicą Winną, to nie tylko 7 lat, gdy zostałem radnym. to spuścizna lat PRl-u, ale i czasów nam współczesnych. Absurd!

"Nie tak szybko z tą krytyką" - Jan Wydrzyński o poszerzeniu granicKończę ten tekst apelem do radnych ze Śródmieścia, a także do całej Rady Miasta. Szanowni Państwo, po naszej, poprzedniej kadencji został opracowany i zmodyfikowany przez wojewodę, Plan Rewitalizacji Miasta Sanoka, przy podejmowaniu którego mocno walczyłem o Śródmieście. Jeden z kolegów twierdził, że bardziej zdegradowane są Olchowce, aniżeli Śródmieście. Sięgnijcie do jego lektury i zacznijcie kończyć to, co zasługuje na spore pieniądze. Bo nie tylko te opisane przeze mnie miejsca nie są wizytówką historycznej części Sanoka.

Jan Wydrzyński

 

 

2 KOMENTARZE

  1. Wielka szkoda, że przez tyle lat nie udało się dokonać tych waznych dla Śródmieścia zmian.
    Jak pan słusznie napisał, konieczne są zmiany prawne, tak aby urzędnicy osoby zajmujące sie takimi sprawami miały zielone światło do działania ez obawy o przekroczenie uprawnień lub lamanoe przepisów.
    Szkoda, że w samym sercu Sanoka są lokale i grunty, z którymi defakto noe można nic zrobić….

    Pozdrawiam serdecznie autora artykułu.

    Robert Madej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj