Michał Radziejowski i jego walka z białaczką

Michał Radziejowski i jego walka z białaczką

Wróćmy do czerwca 2018 roku. Odbyło się wtedy kilka akcji rejestracji potencjalnych dawców z dedykacja dla Michała Radziejowskiego z Sanoka. Młody chłopak, student zachorował i jedynym ratunkiem dla niego był przeszczep szpiku od niespokrewnionego dawcy. Rodzina i przyjaciele, mnóstwo wolontariuszy zaangażowało się w poszukiwanie dawcy dla Michała. Na szczęście udało się! Michał jest po przeszczepie.

W Sanoku zarejestrowanych jest 2296 osób z tego szpik oddało 14 osób. To tyle uratowanych ludzkich istnień dzięki mieszkańcom Sanoka. Korzystając z okazji – Dni Dawcy przy WOśP, zadałam Michałowi kilka pytań związanych z chorobą i powrotem do zdrowia.

Michał, dzień w którym dowiedziałeś się o chorobie, jak go pamiętasz?

W Wielki Piątek robiliśmy z mamą ostatnie zakupy przedświąteczne, lekarka z przychodni zadzwoniła i poprosiła nas o przyjście, ponieważ otrzymała wyniki moich badań z krwi zrobione rano. Tam dowiedzieliśmy się, że natychmiast muszę pojechać do szpitala. Zawołano kartkę i po kolejnych badaniach – już przeprowadzonych w szpitalu, stwierdzono białaczkę. W Wielką Sobotę, po badaniu szpiku kostnego dowiedziałem się, że jest to ostra białaczka szpikowa, a wieczorem podano mi pierwszą chemię indukcyjną ratującą życie.

Większość z nas nie myśli o tym, że możemy być chorzy, bardzo chorzy. Jak było z tobą, beztroska czy zwracałeś uwagę na odżywianie, zdrowy styl życia?

W mojej ocenie był to raczej zdrowy styl życia. Ćwiczyłem sporty walki, chodziłem na siłownię, basen i w związku z tym miałem dietę dopasowaną do właśnie takiego stylu życia. A po za tym byłem zwykłym studentem.

Pobyt w szpitalu, nawet krótki, jest dla większości z nas stresem. Jak radziłeś sobie w takich chwilach?

Nie myślałem o tym, zamykałem się w szpitalnej rutynie. To właśnie przewrotność tej choroby nauczyła mnie, żeby nie myśleć co będzie jutro.

Szpital, ty, lekarze, pielęgniarki, pacjenci. Kto utkwił w twojej pamięci?

Trudno powiedzieć. Wszyscy, z którymi miałem kontakt na zawsze zostaną w mojej pamięci. Mój lekarz prowadzący na Oddziale Hematologii był wspaniałym pozytywnie nastawionym człowiekiem, empatycznym i potrafiącym wytłumaczyć mi wszystko tak, abym rozumiał co się ze mną dzieje, podobnie na Oddziale Transplantacji Szpiku.
Pielęgniarki były bardzo troskliwe i pomocne no i inni pacjenci… Do dzisiaj przecież spotykamy się w Poradni Poprzeszczepowej.

Szukając dawcy pozwoliłeś wykorzystać swój wizerunek, to bardzo odważne. Spotkałeś się kiedyś np: z reakcją: to ten Michał od szpiku?

Nie, nawet o tym nie myślałem że mogłoby tak być. Zresztą po przeszczepie muszę unikać skupisk ludzi z racji na mój brak odporności na choroby.

Twoja historia poruszyła mnóstwo serc. Sama widziałam (rejestrowałam) wiele ludzi, którzy z nadzieją decydowali się na ten odważny i ważny krok, co chciałbyś tym osobom przekazać?

Dziękuję zarówno za wsparcie, jak i za ogromny odzew podczas akcji rejestracji potencjalnych dawców komórek macierzystych. Wiem, że już kilka osób, które zarejestrowały się w akcjach organizowanych dla mnie oddało szpik i uratowało innych potrzebujących. To wspaniałe uczucie że ktoś dostał szansę tak jak ja. Zachęcam wszystkich do rejestracji. Przecież dzięki mojemu Dawcy ja dzisiaj mogę z Tobą rozmawiać.

Twoim genetycznym bliźniakiem okazał się chłopak w twoim wieku z Niemiec. Moją genetyczna bliźniaczką jest Słowaczka – to pokazuje jak jak nasze geny wędrują i nigdy nie wiemy komu w danym momencie możemy pomóc, lub odwrotnie. Ja już z Martiną się poznałam „na żywo”. Po dwóch latach będziesz mógł się spotkać z bliźniakiem. Uczysz się niemieckiego?

Nie, nie uczę – mogę przecież powiedzieć, że mam go już we krwi 😉 A tak poważnie, dzisiaj jeszcze nie myślę o spotkaniu. Chciałbym bardzo zupełnie wyzdrowieć i na tym skoncentrowane są wszystkie moje myśli i działania. Myślę że ten moment jeszcze przede mną.

Minęło pół roku od transplantacji, jesteś tym Michałem sprzed choroby?

Taka choroba zmienia. Patrzę dzisiaj inaczej, zmieniły się moje priorytety, choć plany na przyszłość są takie same jak sprzed choroby, skończyć studia i znaleźć pracę z nimi związaną jako programista. Nowotwór raczej w żaden sposób tych planów nie zmienił, bardziej je odłożył w czasie. Też oczywiście otworzył oczy na to, jakie życie czasem jest przewrotne i jak nie doceniamy na co dzień takich rzeczy jak zdrowie, tylko bierzemy to za coś oczywistego i pędzimy dalej w życiowej gonitwie.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj