Do poczytania w weekend. Życie mnie mnie. Jak to zinterpretować?

Do poczytania w weekend. Życie mnie mnie. Jak to zinterpretować?

„Życie mnie mnie!” – tej treści fraszkę Jana Izydora Sztaudyngera, zatytułowaną „Skarga zmiętego”, musieli w tym roku interpretować gimnazjaliści piszący egzamin. Fantastyczny pomysł, chociaż zadanie zapewne dla wielu niełatwe. Polska szkoła uczy szacunku do opasłych kilkutomowych powieści i wmawia – od czasów szkolnych autora „Ferdydurke” niewiele się zmieniło – że długie i nie dla wszystkich zrozumiałe romantyczne poematy wzbudzają w każdym podziw oraz szacunek. A tu nagle – króciutka fraszka!

Co o tej fraszce można napisać?

Jeśli tekst jest krótki, każdy jego element warto wziąć pod lupę. W tym przypadku mamy trzy wyrazy, a więc trzy części mowy: rzeczownik, zaimek, czasownik. Skoro czasownik, to mamy do czynienia ze zdaniem, a nie z jego równoważnikiem. Zastanówmy się nad jego budową. Orzeczenie, czyli „mnie”, to czasownik w 3 osobie liczby pojedynczej w czasie teraźniejszym. Bezokolicznik, a więc forma podstawowa, do której najłatwiej dobrać synonim, brzmi: „miąć” – gdybyśmy chcieli użyć synonimicznego zamiennika, moglibyśmy skorzystać z wyrazu „gnieść”. Często o nieporządnie wyglądających ubraniach mówimy, że są „wymięte” albo „wygniecione”.

Czasownik „mnie” łączy się z rzeczownikiem w mianowniku, pozostając z nim w tzw. związku zgody – co do liczby i rodzaju, otrzymujemy więc związek podmiotu i orzeczenia: „życie mnie”. Żeby się upewnić, w środku stawiamy pomocnicze pytanie: „życie (co robi?) mnie”.

Do rozszyfrowania pozostaje trzecie, ostatnie ogniwo: „mnie” – identyczne pod względem graficznym i brzmieniowym (fonetycznym) z czasownikiem.
Nietrudno wskazać, że „mnie” to zaimek, w dodatku osobowy. Ma nieregularną odmianę, a jego podstawowa, mianownikowa forma, to „ja”. Dopełniacz, jeśli o niego zapytamy (kogo? Czego?), to otrzymamy odpowiedź „mnie” lub, czasami jeszcze używane: „mię”. Celownik ma dwie formy: „mnie” i „mi”. Biernik również dwie, identyczne z dopełniaczem: „mnie” i „mię”. Dalej łatwo: „mną” – narzędnik i „o mnie” – miejscownik. Uff…
No tak, ale w którym przypadku jest zaimek „mnie”, użyty w naszym zdaniu/fraszce? W dopełniaczu czy w bierniku? A może w celowniku?

„Życie” mogłoby „miąć” nie tylko „mnie”, ale, na przykład – ważkę, muchę, kota. Ważne, żeby „mięci” byli rzeczownikami żywotnymi, tak jak żywotne jest „ja”. Od razu odpada nam dopełniacz, ponieważ w dopełniaczu użyte przykładowo rzeczowniki mają kolejno postać: „ważki”, „muchy”, „kota”. Odpada celownik: „ważce”, „musze”, „kotu”. Sprawdźmy, czy pasuje biernik: „ważkę”, „muchę”, „kota”. Pasuje.
Mamy więc zdanie pojedyncze, a jego części składowe to podmiot „życie”, orzeczenie „mnie” i dopełnienie orzeczenia „mnie”, wyrażone zaimkiem w bierniku. Tyle gramatyka.

Teraz kolejny krok

Każdy z wyrazów w zdaniu ma określoną wartość semantyczną, czyli mówiąc wprost: znaczenie. Rozpoznanie, co znaczy jednozdaniowa fraszka, wymyślona i zapisana przez Jana Sztaudyngera, nie jest, wbrew pozorom, proste.
Ktoś powie – „życie mnie mnie” czyli „życie mnie niszczy”. Prawda? Prawda. Ale co innego – „zmiąć”, a co innego „zniszczyć”, „zmięte” da się wygładzić, „zniszczone” – będzie trudne do odzyskania. Szukamy dalej.

Może: „życie mnie poniewiera”? Albo – „zgniata”? Oba wyrazy kojarzą nam się z procesami negatywnymi, a więc, określając to uczenie – pejoratywnie. „Miąć” niekoniecznie ma taki wydźwięk.

„Życie mnie przytłacza” – powie ktoś. Prawda. Trudno zaprzeczyć, że niekiedy życie, problemy codzienne, przytłaczają nas. Zastanawiamy się, czy nasze życie ma sens, skoro zdarza się w nim wiele złego, i tego sensu szukamy. Szukanie sensu jest pozytywną aktywnością umysłu, nierzadko pociąga za sobą konkretne działania lub przeciw-działania, aby sens naszego życia stał się ich logicznym następstwem. „Życie” jest czymś, z czym ja, żyjący, muszę się nieustannie brać za bary. Muszę mojemu życiu nadawać sens, a więc – walczyć, działać, wygładzać chropowatości, które spotykam na swojej drodze. Mamy to!

Jest jeszcze coś, jak wisienka na semantycznym torcie. Otóż „mnie”, wypowiedziane, brzmieniowo zbliża się do „minie”. Kto nie chce, nie musi tego zauważać. Można udawać, że życie nie mija, że mamy go pod dostatkiem, bez ograniczeń, jak w komputerowych grach. Ale kto odważny – zauważy podobieństwo brzmienia. Życie, nie dość, że „mnie mnie”, ale mija i dlatego każdy moment, każdy segmencik mojego życia jest ważny, niezwykły, niepowtarzalny. Dlatego, gdy ono, to moje życie, zaczyna mi doskwierać i mnie „mnie”, chwytam je za bary. Do przyjęcia takiej interpretacji skłania nas dodatkowo układ graficzny i zapis krótkiego utworu:

Życie mnie
Mnie!

Jak śmie?! – wypadałoby zapytać.
Długo by tak jeszcze gawędzić o fraszce Jana Sztaudyngera. Trzy wyrazy, a możliwości interpretacyjne – nieograniczone. Trzy wyrazy, a każdy napiętnowany mnóstwem znaczeń. Z tego dwa identyczne, co każe nam z pokorą myśleć o bogactwie i pułapkach ojczystego języka, a zarazem – podejść do krótkiego tekstu z dystansem, ponieważ układając wers fraszki jak językową łamigłówkę, nadając jej żartobliwy tytuł „Skarga zmiętego”, autor puszcza do nas oko, jakby chciał zastrzec, że to, co nam obwieszcza, jest rodzajem gry lub zabawy, nie zaś jedyną prawdą, jaką da się na temat życia wypowiedzieć.
Na koniec inna fraszka Sztaudyngera, zatytułowana „Proste słowo”:

Słowa kunsztowne, słowa piękne bledną
Wobec prostego, które trafia w sedno.
To sobie warto wziąć do serca.

Małgorzata Sienkiewicz-Woskowicz

5 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podaj swoje imię