Adrian Królikowski - beztrosko, ale do celu

Adrian Królikowski – beztrosko, ale do celu

 

Adrian Królikowski - beztrosko, ale do celuAdrian Królikowski mieszka i tworzy w Krakowie, ale jak sam mówi do Sanoka wraca regularnie naładować baterie. Pracuje nad swoją pierwszą płytą o której marzy, by pojawiła się na początku wakacji.  Niedawno pojawił się  jego pierwszy teledysk „Beztrosko”.  W ostatni weekend był w Sanoku i zaprosiliśmy go na rozmowę.

Jak to się stało, że zacząłeś śpiewać?

Śpiewałem od zawsze. Kiedy miałem 3 czy 4 lata, wtedy mama zapisała mnie do chóru „Franciszkańskie dzwoneczki”. Równocześnie zacząłem śpiewać w Soulikach. Dzięki tym chórkom pozwiedzałem Europę. Kiedy poszedłem do szkoły podstawowej uparłem się, by  równocześnie uczyć się w szkole muzycznej. I tak rozpocząłem naukę w naszej sanockiej szkole muzycznej  I stopnia. Bardzo chciałem uczyć się gry na gitarze lub perkusji bo to było popularne. Dostałem się na skrzypce. Byłem bardzo niezadowolony, jednak dzięki mamie, która powiedziała: ”ucz się gry na skrzypcach, a na gitarze nauczysz się grać sam” pozostałem w klasie skrzypiec. Skończyłem również klasę fortepianu. A na gitarze rzeczywiście nauczyłem się grać sam.

Nie brakowało ci spotkań z kolegami? Nauka muzyki pochłania dużo czasu.

Troszkę tak. Widząc kolegów, którzy po szkole spotykają się, aby np. pograć w piłkę, czasami bardzo im zazdrościłem, ponieważ ja po szkole zamiast z piłką, chodziłem ze skrzypcami na plecach na zajęcia. Miałem też chwilę wahania i po skończonym I stopniu szkoły muzycznej, chciałem porzucić lekcje muzyki. Jednak  nauczycielki i mama przekonały mnie do kontynuacji nauki. Ostatecznie jako drugi stopień wybrałem  studium wokalne. Brałem udział w wielu konkursach z różnym skutkiem. Starałem się cały czas śpiewać, gdy tylko była okazja. Śpiewałem na Dniach Sanoka i innych koncertach. W czasie technikum przerwałem śpiewanie, ale po dwóch latach wróciłem do muzyki. Komponuje i śpiewam.

Zostańmy jeszcze przy latach szkolnych, jak je wspominasz.

Intensywnie bo byłem również tancerzem Flamenco. W ogóle czas spędzony na zajęciach u Wiesławy Skorek uważam za cudowny. Pamiętam, że jak miałem 8 lat i zobaczyłem plakat informujący o rekrutacji, pobiegłem do mamy powiedzieć jej, że chcę tańczyć, a ona załamała ręce. Tyle zajęć, a ja chciałem więcej. Jednak zgodziła się. Co prawda ja i kilku moich kolegów byliśmy delikatnie mówiąc bardzo niesforni. Często lądowaliśmy na dywaniku u dyrektora SDK, ale cieszę się że pani Wiesława miała dużo cierpliwości. Z tej niesforności wyrośliśmy, a 12 lat we Flamenco jest niezapomniane. Taniec zawsze przydaje się w życiu i jest też przyjemną formą spędzania czasu.

Po średniej szkole wyjechałeś do Krakowa.

Tak, choć nie wiem czy nie przeprowadzę się do Warszawy. Jest to jednak stolica muzyki. Jednakże na razie mieszkam w Krakowie, mam dzięki temu blisko do Łodzi do mojego producenta.

Opowiedz nam o tym, jak powstał twój pierwszy  klip.

Trzy miesiące przed powstaniem teledysku do Krakowa przyjechał mój wujek z Manchester. I tak od słowa do słowa doszliśmy do wniosku, że wypada wujka i jego zdolności wykorzystać. Wujek jest reżyserem, pochodzi z Sanoka, ale tworzy w Anglii. Kupiłem bilety do Anglii i poleciałem.  Prawdę mówiąc scenariusz teledysku powstał w jeden wieczór przy kolacji. I już na drugi dzień kręciliśmy. Dokładnie pokazaliśmy to, co mi w duszy gra – czyli lekkość, spokój, beztroskę, radość.

 

 

Jak pandemia zmieniła twoją pracę, bądź wpłynęła na plany.

Prawdę mówiąc, pracę nad płytą zacząłem, gdy wybuchła pandemia. Nie mam porównania, ale na pewno brak koncertów, zamknięcie restauracji czyli miejsc spotkań ograniczyło kontakty. Trudniej jest o współpracę. Biznes stoi w miejscu, artyści zrobili sobie pauzę niezależną od nich. To jest duże utrudnienie.

Co lubisz w Sanoku?

Najciekawsze jest to, że jak kończyłem szkołę marzyłem o tym, by z Sanoka wyjechać. Małe miasto w którym się niewiele dzieje. Chciałem dużo ludzi, dużo imprez i energii. A teraz kiedy tu przyjeżdżam czuje od razu chillout, wypoczynek, oderwanie się od chaosu dużego miasta. Teraz Sanok kojarzy mi się mega przyjemnie. Uwielbiam spacerować nad Sanem. Kocham tu wracać, do rodziny, do ukochanych miejsc, szumu Sanu.

Jakie masz marzenia?

Pierwsze, by wydać płytę oraz nagrać do niej trzy klipy. Największe i najważniejsze marzenie to, aby moja muzyka była rozpoznawalna. Nie każdemu musi się podobać, ale chciałbym by Adrian Królikowski i jego styl był rozpoznawalny. Jestem optymistą i mam nadzieję, że tak się stanie. Bardzo tego pragnę, pracuje ciężko i wiem, że będą tego efekty.

Rozmawiała Edyta Wilk

 

 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj