Pakoszówka - INTERWENCJA. Koszmar powrócił

Pakoszówka – INTERWENCJA. Koszmar powrócił

Dla większości z nas ostatni rok był bardzo ciężki. Jednak dla kilku rodzin z Pakoszówki ten okres był czasem utęsknionej ciszy i spokoju, przespanych nocy. Niestety koszmar powrócił. Dla jednych udana zabawa, dla drugich prawdziwe tortury. Mieszkańcy Pakoszówki mają dosyć uciążliwego sąsiedztwa namiotu weselnego.

Spokojna okolica, piękne tereny. Niestety dla jednych mieszkanie w okolicy namiotu weselnego w Pakoszówce to codzienna udręka. Koszmar zaczął się w 2018 roku w lipcu, kiedy to odbyła się pierwsza impreza.

– Już w trakcie pierwszej imprezie zainterweniowaliśmy do właściciela domu weselnego. Było za głośno, muzyka strasznie dudniła. Nie mogliśmy spać. Chcieliśmy sprawy załatwić polubownie, bez spraw sądowych. Zwracaliśmy mu uwagę, wysyłaliśmy smsy z prośbą o ściszenie muzyki. Bezskutecznie. Właściciel w rozmownie z nami wzruszał ramionami i śmiał się – relacjonuje pani Alicja, która mieszka kilkanaście metrów obok namiotu weselnego.

Wesela przez kilka lat odbywały się niemal bez przerwy. Nie tylko w weekendy. Przy kolejnym weselu została wezwana policja, a sąsiedzi byli składać zeznania na policji. Pani Alicja zaznacza, że przychodziły do nich pisma z informacjami, iż nieopodal ich domu zostanie wybudowany budynek gospodarczy, jednak nie było mowy o żadnych hałasach, które będą z niego dochodziły.

– Właściciel zapewniał nas, że nadal w okolicy będzie cicho i spokojnie, ponieważ budynki będą wykonane z dobrych materiałów. Teraz już wiemy, że jego zapewnienia nie miały pokrycia. Potrzebował tylko wszelkich zgód, aby móc ruszyć z budową. Z pewnością wiedział, że jego zapewnienia nie zostaną spełnione – dodaje nasza rozmówczyni.

Nieopodal namiotu weselnego znajduje się kilkanaście domów. Sąsiedzi skarżą się na hałasy, nie mogą spać w nocy, korzystać z własnych ogrodów, ponieważ dźwięki, nie tylko te podczas zabaw, dochodzą z wentylatorów przez całą dobę. Kolejne imprezy, głośna muzyka, krzyki, fajerwerki. Do tego dochodzący hałas z urządzeń wentylacyjnych i chłodniczych. Następne wesela, zawiadomienia sąsiadów na policję, pisma prawnicze wysyłane do właściciela.

– Każdy weekend to horror. Nikt nie potrafił nam pomóc, dopiero po rozmowach z prawnikami dowiedzieliśmy się, że możemy interweniować w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska. Jest ustalony dopuszczalny poziom hałasu. Dołączyli do nas również sąsiedzi, którzy tak samo jak my byli bezradni i zmęczeni całą sytuacją – wyjaśnia.

25 maja ubiegłego roku została przeprowadzona rozprawa administracyjna oraz dokonano wizji lokalnej terenów znajdujących się w sąsiedztwie obiektów przez urzędnika ze Starostwa Powiatowego w Sanoku.

Ustalono wówczas, że źródłem hałasu w obiektach są układy wentylacyjne i klimatyzacja oraz hala namiotowa, w której odbywają się wesela. Na terenie działki nie obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Są to obszary zabudowy mieszkaniowo-usługowej. Została wydana w tej sprawie decyzja, która zobowiązała właściciela do wykonywania okresowych badań poziomu hałasu w porze dziennej oraz nocnej. Określono również dopuszczalny poziom hałasu: dla pory dziennej 50 decybeli, dla pory nocnej 40.

Sąsiedzi zlecili firmie specjalizującej się w pomiarach hałasu, aby dokonała takiego badania na ich działce, która położona jest obok namiotu weselnego. Poziom hałasu w porze dziennej wynosił 58,7 decybeli, zaś w porze nocnej wyniósł – 58 decybeli. Dopuszczalny poziom hałasu na ternach zabudowany jednorodzinnej zgodnie z rozporządzeniem Ministra Środowiska wynosi dla pory dziennej – 50 dB, zaś dla pory nocnej 40 dB. Według relacji sąsiadów, właściciel nie stosuje się do wydanej decyzji.

– Imprezy odbywają się również w tygodniu, ciężko rano wstać i iść do pracy. Nasze spokojne życie zmieniło się w horror. Przez okres trzech lat podupadliśmy na zdrowiu. Odbija się to na całej naszej rodzinie, towarzyszy nam ogromny stres. Czujemy się psychicznie wykończeni, nie możemy uchylić okna we własnym domu, wyjść na zewnątrz odpocząć na ogrodzie. Moje dzieci budzą się w środku nocy przerażone myśląc, że coś chodzi po dachu – to były odgłosy muzyki, które dudniły. Zaś żona właściciela na czas organizowanych imprez wyjeżdża wraz z dziećmi do rodziny do pobliskiej miejscowości – żali się pani Alicja.

Pani Alicja podkreśla, że większość osób mieszkających w okolicy podpisało się pod petycją z żądaniami o zaprzestanie emisji hałasu. Pismo zostało złożone 16 czerwca do wójt Gminy Sanok oraz do starosty powiatu sanockiego. Sprawa ma również trafić do sądu o zamknięcie lokalu, który nie stosuje się do wydanych decyzji i przekracza normy hałasu.

– Choć okres pandemii dał nam odpocząć od głośnych imprez, nie zmieniło to faktu, że problem powrócił. Właściciel uciążliwego dla nas namiotu jasno zadeklarował, że nic z tym nie zrobi. Chcemy zawalczyć o nasz spokój. Nasza cierpliwość się wyczerpała. Wytrzymaliśmy trzy lata, dłużej nie damy rady – dodaje na koniec pani Alicja.

W przypadku każdej podejmowanej przez redakcję interwencji zawsze zwracamy się do obydwu stron, celem ustalenia ich stanowiska. W związku z tym zwróciliśmy się z zapytaniem do właściciela namiotu weselnego z prośbą o komentarz, jednakże takiego nie otrzymaliśmy. Właściciel stwierdził, że nie powinniśmy zajmować się tą sprawą.

dcz

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Przecież to jest przy głównej drodze w Bieszczady!!! Tiry, motocykle i tysiące samochodów nie przeszkadzają???
    Człowiek człowiekowi wilkiem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj