Czy to już koniec „Tygodnika Sanockiego”?! Przymusowa restrukturyzacja gazety?

Czy to już koniec „Tygodnika Sanockiego”?! Przymusowa restrukturyzacja gazety?

„Tygodnik Sanocki” jest gazetą poczytną i opiniotwórczą. Radny Sławomir Miklicz doskonale o tym wie i zapewne dlatego to za jego sprawą znów zrobiła się wrzawa wokół samorządowego pisma. Nie możemy pozostać obojętni na postawione nam zarzuty: jakoby gazeta traciła czytelników, nie była obiektywna i nadmiernie obciążała kieszenie sanoczan płacących podatki.

Czytany mimo spadku

Na samym początku warto chyba powtórzyć, o czym wiemy wszyscy – że sprzedaż gazet w całym kraju drastycznie spada, a czytelnicy chętniej wybierają wirtualną formę informacyjną. XXI wiek przenosi nas w otchłań Internetu, jednak „Tygodnik Sanocki”, obecny w społecznej i kulturalnej przestrzeni miasta od ponad ćwierć wieku, podobnie jak inne mocno zakorzenione w świadomości odbiorów tytuły, nadal ma swoich stałych czytelników, którzy chętnie po niego sięgają, nie dostrzegając w nim „lakoniczności” czy „stronniczości”, o które m.in. jesteśmy pomawiani w dyskusjach i pismach radnych.

Źródło wiedzy o mieście i mieszkańcach

 Często zapomina się również, że jedną z misji „TS” jest bycie swoistym „pamiętnikiem” miejskim i – co za tym idzie – źródłem informacji dla osób, które interesują się historią miasta, studentów piszących prace semestralne. Internetowe archiwum „Tygodnika Sanockiego” jest bardzo często odwiedzane przez czytelników z kraju i z zagranicy, co łatwo wykazać, analizując statystyki strony tygodniksanocki.pl.

Organ instytucji kultury

Wydawcą „Tygodnika Sanockiego” jest Miejska Biblioteka Publiczna – instytucja kultury, która otrzymuje dotację z budżetu Gminy Miasta Sanoka. Założeniem takich instytucji nie jest zarabianie, a krzewienie kultury. Ani Miejska Biblioteka Publiczna, ani podległa jej BWA Galeria Sanocka nie zarabiają. Sanocki Dom Kultury także nie jest placówką „rentowną”, przynoszącą zysk. Wystarczy spojrzeć na plan budżetu – instytucje kultury są wspierane przez samorządy wszystkich gmin. Popatrzmy na funkcjonowanie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji – także na siebie nie zarabia, a mimo to nie słychać, by ktoś z radnych proponował jego likwidację.

„Tygodnik Sanocki” w niczym nie odróżnia się od wyżej wymienionych instytucji. Jako gazeta samorządowa, owszem, mamy za zadanie informować o tym, co się dzieje w mieście, ale naszą misją jest również upowszechnianie kultury, jako dobra wyższego, oraz promocja wydarzeń kulturalnych, co nie pozostaje bez wpływu m.in. na poziom ruchu turystycznego. Tak jak „Tygodnik Sanocki” jest współfinansowany ze środków MBP, również w ten sam sposób finansowana jest galeria BWA, której istnienia w strukturach Biblioteki nikt nie kwestionuje, mimo że misję miejskiego domu kultury wypełnia SDK.

Zapytaliśmy dyrektorów sanockich instytucji kultury, o ich zdanie

Leszek Puchała – Dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sanoku:

Co nowego w sanockiej bibliotece?Zdaję sobie sprawę z tego, że w momentach kryzysów solidarność społeczna jest poddawana próbie, ale życie społeczne ma przecież dłuższy horyzont, przekraczający, na szczęście, czas kryzysu. Instytucje kultury mają ważne zadanie w życiu społecznym – tworzą wartości, budowane latami. To nie działa tak, jak sklep czy produkcja fabryczna.

W przypadku bibliotek ustawodawca określił, że gminy mają obowiązek ich prowadzenia i jest to jedyna instytucja kultury, która za korzystanie z oferowanych usług nie pobiera żadnych opłat. To świadczy o tym, jak ważny jest fakt, by biblioteki były miejscem bez barier ograniczających dostępność, przede wszystkim tych materialnych.

Jedyną opłatą może być wydruk karty bibliotecznej, czy usługi ksero, ale samo wypożyczenie książki czy korzystanie z czytelni odbywa się nieodpłatnie. Większość krajów europejskich do poziomu których aspirujemy swój poziom kulturalny budowała poprzez pokolenia dobrej, powszechnej edukacji, w tym także sieć bibliotek publicznych. Instytucje kultury, co można odczuć szczególnie w mniejszych miejscowościach, gwarantują dostęp do dóbr kultury, niezależnie od mobilności czy zasobności portfela.  Gdyby nie utrzymywane przez samorządy domów kultury mało kogo byłoby stać na obejrzenie spektaklu, koncertu czy wyjście do kina, gdyby ceny biletów musiały rzeczywisty koszt spektaklu lub koncertu? W dużych miastach   jest grono zamożnych ludzi, których stać na kupienie biletu na spektakl w prywatnym teatrze, ale ten bilet nie kosztuje dwadzieścia złotych tylko dwieście. Konieczność wyrównywania szans w dostępie do edukacji i kultury jest jednym z podstawowych zadań w dobrze zorganizowanym społeczeństwie. Dzięki temu jednak mamy szansę na zbudowanie wspólnoty o wysokim poziomie empatii, odpowiedzialności, pozbawionym toksycznych kompleksów.

Gdybyśmy wszystko skomercjalizowali, to mielibyśmy wąską grupę ludzi, których byłoby stać na korzystanie z dóbr kultury. Nie każdego stać na kupienie książki i po to są biblioteki, by umożliwić ludziom jej wypożyczenie.  Ale współczesne biblioteki to nie tylko tradycyjne wypożyczalnie książek. Poza tym spełniamy ważną funkcję gromadzenia wiedzy i dokumentacji o swoim regionie, która poprzez bibliotekę cyfrową jest dostępna użytkownikom na całym świecie. Jesteśmy też miejscem otwartym dla wielu grup mieszkańców, realizujących swoje artystyczne i społeczne pasje, służąc im chociażby „dachem nad głową”. Wspieramy również od lat lub sami inicjujemy wydarzenia popularyzujące twórczość wybitnych sanoczan, jak Kalman Segal, Marian Pankowski, Janusz Szuber. Nie zapominamy przy tym o autorach, którzy nie znajdą się w ofercie wielkich wydawnictw, a żyją i tworzą wśród nas.

W ostatnim czasie z satysfakcją odbieraliśmy wiele telefonów, z zapytaniem, kiedy znów zostaną otwarte biblioteki. Spodziewaliśmy się tego, skoro rocznie mamy odnotowanych ponad 73 000 odwiedzin w naszych placówkach i około 7 000 stałych czytelników.

Miejska Biblioteka Publiczna jest również instytucją prowadzącą dla Galeria BWA, która również jest w całości finansowana, poprzez nas, z budżetu miasta. BWA poza prezentacją sztuki współczesnej, jest też „pracownią edukacji artystycznej”.   Zajmuje się mniejszymi formami studyjnymi – teatralnymi i plastycznymi, prowadzone są również warsztaty filmu animowanego. Pracownicy Galerii BWA od kilkunastu lat wykonują znakomitą pracę szczególnie adresowaną do uczniów sanockich szkół, wychowując przyszłych „konsumentów” dóbr kultury. Ludzi, którzy bez kompleksów będą wykorzystywać ofertę współczesnych instytucji kultury dla swojego osobistego rozwoju.

Może to trywialne, co powiem, ale z kulturą jest podobnie jak ze sportem. Trenując jakąś dyscyplinę, nie robisz tego, by zostać zawodowcem ale by dobrze się bawić i utrzymać dobrą kondycję. W dziedzinie intelektualnej taki „trening” indywidualny, realizowany poza szkołą, też jest bardzo ważny.

Miejska Biblioteka Publiczna w Sanoku jest również wydawcą „Tygodnika Sanockiego”, który został założony w 1991 roku przez grono sanoczan, związanych z Komitetem Obywatelskim „Solidarności” i radnych Rady Miasta. Ideą było stworzenie medium, które na bieżąco  informowałoby sanoczan o wydarzeniach z życia naszej lokalnej społeczności. Dylemat był jeden – czy w niewielkim mieście jest szansa na samofinansowanie całego przedsięwzięcia?

W rezultacie powstała „gazeta samorządowa”, w formule zakładu budżetowego, którego część kosztów była ponoszona przez miasto. Po dwóch latach, ze względów na niedobory finansowe „Tygodnik  Sanocki” czasowo zamknięto, by powrócić do jego wydawania pod skrzydłami Biblioteki.

Nie jest rolą instytucji samorządowych rywalizacja z jakąkolwiek firmą, działającą na wolnym rynku. Inne są ich cele, jak i koszty ich realizacji. Odpowiedzią na pytanie czy chcemy te koszty ponosić jest oczywiście jasne określenie czy potrzebna jest w 40 tysięcznej społeczności gazeta, która ma pełnić rolę informacyjną, nie tylko w czasie on-line. Źródła drukowane dają nam gwarancję „wieczystego” przechowywania informacji o funkcjonowaniu Sanoka i jego mieszkańców, również za 50 i 100 lat. Media elektroniczne, łatwe w dostępie i aktualności dają nam tylko możliwość uczestniczenia przez chwilę w „tu i teraz”.

Moim zdaniem nie można się zgodzić z tym, że po latach pozostanie „czarna dziura” w dokumentacji historii społecznej Sanoka. Tak jak to dotyczy, niestety, okresu II Rzeczypospolitej. Póki co Sanok dysponuje lokalną prasą niemal w ciągłości od 1975 roku, najpierw dzięki wsparciu „Autosanu”, a od 1991 roku samorządu. Kupujmy więc „TS”, jako „naszą gazetę”, piszmy listy do redakcji, prowadźmy dyskusję, by gazeta jak najpełniej odzwierciedlała życie Sanoka.

Ciągle podnoszony problem kosztów jest trochę wymiar zastępczy, bo wiemy, że są one zminimalizowane: 6 osób wydaje co tydzień tygodnik w formie drukowanej i prowadzi aktualny portal Internetowy.

Waldemar Szybiak – Dyrektor Sanockiego Domu Kultury:

Sanocki Dom Kultury - z przytupem w nowy rokPytanie o funkcjonowanie instytucji kultury i sposobu jej finansowania jest mocno spóźnione. Większość wątpliwości rozwiewa ustawa z 1991 roku o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Ten akt prawny nakłada na samorządy obowiązek utrzymania instytucji kultury. Nie ma tam żadnej dowolności interpretacyjnej. Oczywiście dotyczy to podmiotów, które są instytucjami kultury.

 Muszę powiedzieć, że przez trzydzieści lat swojego dyrektorowania nie spotkałem się w przeszłości, ani teraz z  sytuacją w której burmistrz, radny, czy obywatel naszego miasta chciałby podważyć sens istnienia domu kultury czy biblioteki. Wprost przeciwnie. Spotykamy się wielokrotnie z dużą dozą życzliwości, zainteresowania, a przede wszystkim ogromną popularnością organizowanych przez nas imprez. Nawet teraz w dobie pandemii, kiedy Sanocki Dom Kultury jest zamknięty, nie ma dnia aby ktoś nie zadzwonił i nie pytał o ponowne uruchomienie zajęć dla dzieci i młodzieży, o festiwal jazzowy czy operowy, spektakle i koncerty. To dla nas wielka satysfakcja i zobowiązanie na przyszłość. Oczywiście, wieloletni,  zbyt niski poziom dofinansowania SDK (w tym roku 1 milion 400 tys. zł) to temat na inną dyskusję.

Tomasz Lasyk – Dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji:

Nie jest tajemnicą, że zarówno korzystanie z obiektów sportowych Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, jak i rozwój sportu, zwłaszcza dzieci i młodzieży, wymagają finansowego wsparcia z budżetu miasta. Co roku takie wsparcie jest przyznawane przez Radę Miasta. Współcześnie uprawianie sportu stanowi ważny czynnik wpływający na rozwój społeczeństwa, stanowi nieodłączny element życia, kształtuje postawy, zachowania i wydatnie przyczynia się do integracji lokalnej społeczności. Tak samo jest z upowszechnianiem i rozwojem kultury. Dlatego funkcjonowanie zarówno obiektów sportowo-rekreacyjnych, jak i domów kultury czy bibliotek należy do zadań samorządu. Często inicjatywy tych właśnie instytucji stają się znakiem firmowym gminy i jej atutem promocyjnym. „Dobra” wypracowywane przez te instytucje są niewymierne i trzeba czasu, aby tak naprawdę poznać ich wartość.

Gazeta kosztuje, biuletyn – nie?

Załóżmy, że doszłoby do likwidacji gazety, jak sobie tego życzą niektórzy radni, proponując wydawanie miejskiego – bezpłatnie rozdawanego mieszkańcom – biuletynu. Zastanówmy się, czy istotnie byłyby z tego tytułu korzyści. Biuletyn „sam” się nie wyda, potrzebny jest wkład pracy redaktorów, do tego dochodzą koszty składu, druku i kolportażu. W Sanoku wydawano kilkakrotnie bezpłatne biuletyny, które walały się po śmietnikach. Uderzmy się w piersi i odpowiedzmy szczerze: kto z nas czyta biuletyny informacyjne? Kto to robi z zainteresowaniem?

Niegrzeczna gazeta?

Tak łatwo powiedzieć – zlikwidujmy redakcję! Pogrzebmy wieloletnią tradycję, bo ktoś nam nadepnął na odcisk! „Tygodnik Sanocki” jest podmiotem działającym na podstawie Ustawy prawo prasowe, są proste drogi, by – jeżeli ktoś czuje się źle potraktowany – dochodzić swoich racji, jeżeli ma ku temu podstawy. Konstytucja gwarantuje dziennikarzom niezależność. Organem, który nadzoruje pracę redakcji, jest wydawca – w naszym wypadku Miejska Biblioteka Publiczna, a nie Rada ani też Burmistrz Miasta Sanoka. Tymczasem niektórzy radni chcieliby decydować o tym, jaką formę, czy też treść ma mieć wywiad np. z burmistrzem albo czyje zdjęcie powinno się ukazać na okładce gazety. Kiedy redakcja broni swojej niezależności, pojawiają się ataki.

Za każdym razem, kiedy myślę, że już na pewno mnie nic nie zdziwi, okazuje się, że – a jednak! Ktoś nie spał pół nocy, by obmyślić dziwną teorię i ogłosić ją światu: że nakład spada, a utrzymanie redakcji jest obciążeniem dla podatników. Nie jest obciążeniem SDK, BWA, filie MBP, MOSiR, a jedynie „Tygodnik Sanocki”.

Nakłady gazet spadają, fakt. Kilka lat temu z tego powodu zamknięto nawet drukarnię w Tarnobrzegu, a jej klienci – w tym „Tygodnik Sanocki” – są obsługiwani przez Sosnowiec. Z jednej strony spada sprzedaż gazety, a z drugiej otrzymujemy (jako redakcja) sygnały od mieszkańców, że ludzie czekają na „Tygodnik”, bo wierzą, że nasze informacje nie są wyssanymi z palca fake newsami. Cóż za dysonans! Gdzie leży prawda? A gdybyśmy rzucili trochę światła na to, dlaczego „Tygodnik” znów znalazł się na miejskiej wokandzie? Kto bez przerwy rozdmuchuje ten temat? Z jakich przyczyn?

Jak informują spółki medialne?

Zamknięcie „Tygodnika Sanockiego” będzie skutkowało pozbawieniem informacji mieszkańców Sanoka, w tym zwłaszcza osób starszych, którzy nie poruszają się tak sprawnie w Internecie, jak młodsze pokolenie. Spowoduje też, że informacje będą rozpowszechniane na portalach prywatnych przedsiębiorców, właścicieli rozmaitych spółek medialnych, które za obsługę medialną samorządów pobierają sowite opłaty. Inną sprawą jest, że portale te za odpowiednią kwotę są w stanie sterować tzw. komentarzami lub na zamówienie kreować złe lub dobre wiadomości, w zależności od życzenia zamawiającego – wszystko jest tam przecież kwestią ceny. Czy na takiej „rzetelności” dziennikarskiej i obiektywizmie prezentowanych informacji, opłacanej za pieniądze podatników winno zależeć radnym?

Gmina Miasta Sanoka w poprzedniej kadencji za obsługę medialną/informacyjną tylko jednemu podmiotowi zapłaciła 250 tysięcy złotych. Do tego ów podmiot medialny miał zielone światło od władzy, by podpisywać umowy z miejskimi instytucjami. Tylko jedna z miejskich spółek wydała na obsługę medialną 107 tysięcy złotych. W tym samym okresie „Tygodnik Sanocki”, był również piętnowany przez radnych za złe wyniki sprzedaży i obciążanie podatnika swoim utrzymaniem. O wydatkach na prywatny podmiot medialny nie mówił nikt. 350 tysięcy na obsługę medialną/informacyjną zapłaconej prywatnej firmie pieniędzy podatników, z której nie pozostało właściwie nic: ani archiwum, ani żadna inna materialna czy niematerialna wartość.

Radnym nie przeszkadzało

Zamiast dotowania samorządowego medium informacyjnego, dotowano kilka, w tym zwłaszcza jedną spółkę szczególnie. Zamiast rozwijać redakcję „Tygodnika Sanockiego” i umacniać medium z  26 letnią tradycją, płacono prywatnemu przedsiębiorcy, i to wszystko z pieniędzy podatników. Żaden radny nie podniósł ręki, nie złożył interpelacji i nie stanął na stanowisku, że te wydatki są bezproduktywne i obciążają budżet miasta. Dlaczego?

 

O co chodzi?

Obecny burmistrz nie jest darzony sympatią przez portal e–sanok, wydawany przez spółkę  OBSŁUGA MEDIALNA Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, Gdy obecny burmistrz Tomasz Matuszewski był dyrektorem MOSiR-u w Sanoku, pomimo nacisków „z góry” nie zawarł umowy z portalem e–sanok na obsługę medialną, nie chcąc bezproduktywnie topić pieniędzy miasta, skoro ono posiadało własne, rozwijające się i poczytne medium. Po objęciu przez Tomasza Matuszewskiego funkcji burmistrza, za jego sprawą nie przedłużono umowy ze spółką OBSŁUGA MEDIALNA Spółka z o.o., tym samym zaoszczędzając znaczną kwotę, o czym nigdy żaden z radnych nie wspomniał. Czy hejt, jaki teraz wylewa się niejednokrotnie pod materiałami o działalności burmistrza Tomasza Matuszewskiego publikowanymi na portalu e–sanok, nie jest przypadkiem pochodną tej „finansowej koincydencji”? Radni, którzy publiczną informację chcą poprzez swoje działania oddać w konsekwencji w hegemonię tego czy innego portalu, albo nie mają pełnej wiedzy o rzeczywistości, albo… Sami sobie Państwo muszą dopowiedzieć, jakie mogą być ich motywy działania. Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, najczęściej – wiadomo. O kasę.

Nie odmawiamy udziału w polemice

Padliśmy ofiarą dwuznacznej sytuacji, o której sami nie wiemy, co myśleć. Radny Sławomir Miklicz regularnie wypowiada się na portalu e–sanok, kontestując działania obecnych władz miasta. 9 kwietnia zareagował sekretarz miasta, wysyłając swoją wypowiedź do dwóch redakcji – została ona  opublikowana najpierw na portalu tygodniksanocki.pl, a następnie na portalu e-sanok, na co obie redakcje otrzymały odpowiedź od radnego Miklicza., która to odpowiedź została opublikowana na portalu tygodniksanocki.pl, albowiem w dbałości o obiektywizm nie odmawiamy nikomu udziału w polemice.

Żądanie sprostowania wypowiedzi burmistrza

17 kwietnia radny Sławomir Miklicz znów wypowiada się na portalu esanok, tym razem komentując zakup maseczek: „Cieszę się, że presja, którą wywieramy na naszej władzy przynosi efekty, właśnie o takie decyzje apelowaliśmy wcześniej. Takie działania, które nie wymagają dużych nakładów finansowych z budżetu miasta, powinny być podejmowane na bieżąco”. W  oparciu o tę wypowiedź dziennikarz „TS” zadał pytanie w wywiadzie z burmistrzem, który ukazał się w nr. 16 „TS” z 17 kwietnia, po którego publikacji radny Sławomir Miklicz zażądał bezprecedensowego sprostowania, sprowadzającego się do żądania sprostowania pytania dziennikarza i wypowiedzi burmistrza. Było to zdarzenie bezprecedensowe w historii „Tygodnika Sanockiego”. Nie przypominamy sobie w redakcji takiego sprostowania. Dodać należy, że Prawo prasowe nie dopuszcza możliwości prostowania pytań redaktorów, jeżeli nie były one obraźliwe (a te nie były), a co więcej, redakcja nie może prostować wypowiedzi osoby, z którą przeprowadzony został wywiad, ponieważ nie jest to wymysł redaktora, a jedynie autoryzowana wypowiedź, na którą redakcja nie ma wpływu, o czym radny w odpowiedzi na swoje żądanie został przez redakcję poinformowany.

Radny ukarał redakcję „TS”

Rozwój wypadków, które nastąpiły później jest wielce wymowny. Dzień później bowiem na prywatnym portalu społecznościowym Radnego poruszona zostaje przez niego kwestia „Tygodnika Sanockiego”, a  to, że nie jest poczytny, spada jego nakład i obciąża kieszeń podatnika, zaś już trzy godziny później na prywatnym portalu esanok ukazuje się artykuł tożsamej treści. Dowiadujemy się z niego, że jesteśmy nieproduktywni i niepotrzebni. Przypadek?

Kto ma media, ten ma władzę?

„Tygodnik Sanocki” po raz pierwszy stanął na krawędzi Szekspirowskiego „być albo nie być”. Zastanówmy się jednak, czy w tym wszystkim chodzi o samą gazetę, o kieszeń mieszkańców, czy może o monopol informacyjny w Sanoku i stojące za tym pieniądze?  

Czy zlikwidowanie niepokornej redakcji mogłoby być „złotym środkiem”, by odciąć  mieszkańców od niezależnego źródła informacji? Wtedy jedynie słuszna rzeczywistość, jaką poznamy, będzie pozbawiona dziennikarskiej niezależności, bo będzie rzeczywistością komercyjną, kupowaną i kreowaną „pod zamówienie”. Śmiem twierdzić, że wówczas bardzo szybko przeniesiemy się do antyutopijnego folwarku zwierzęcego rodem z powieści Orwella.

Chronimy miejsca pracy? Nie w „Tygodniku”!

„Tygodnik Sanocki” zatrudnia sześć osób, które posiadają własne rodziny, niejednokrotnie są jedynymi ich żywicielami, ale czy kogoś to obchodzi? Radni z troską pochylają się nad miejscami pracy, służyć chcą pomocą, dotować wszelkie podmioty, za wyjątkiem „Tygodnika Sanockiego”, w którym znaleźli zatrudnienie w większości absolwenci Uczelni Państwowej im. Jana Grodka. Radni ubolewają nad zjawiskiem emigracji młodych sanoczan – w tym wypadku brakuje refleksji, jaki będzie finał zamknięcia redakcji.

O sukcesach redakcji – cisza

Czy kogoś interesuje, że „Tygodnik Sanocki” to nie tylko drukowana gazeta, ale również portal internetowy, założony i prowadzony przez dziennikarzy TS niejako społecznie, jako dodatek do gazety, którego odsłony w ostatnim roku przekroczyły milion wejść? Że czytają nas nie tylko mieszkańcy Sanoka i okolic, ale również z wielu innych miast w Polsce, jak i za granicą? Nie! Bo o tym nie dowiemy się na Sesji Rady Miasta.

Bardzo ważne pytanie na koniec

Ostatnie pytanie, jakie powinniśmy sobie postawić, brzmi: czy naprawdę chodzi o dobro mieszkańców, o pieniądze podatników, czy też może raczej  o monopol informacyjny w Sanoku, który będzie wykorzystywany także w celach walki politycznej?  Ufając w mądrość Waszą, naszych czytelników pozostawiamy Wam odpowiedź na to pytanie.

Emilia Wituszyńska
Dominika Czerwińska
Bartosz Błażewicz
Edyta Wilk
Andrzej Borowski
Aneta Zarzyczna
Tomasz Kulpiński

14 KOMENTARZE

  1. Czytam i oczy przecieram. Gratulacje za ciekawy tekst. Media za pieniądze to prosty krok do korupcji. Jak mało trzeba się cenić, żeby płacić za obsługę medialną. Szacun dla burmistrza, że dał się złamać.

  2. A nie patrzą na to jak Tygodnik promuje Sanok i region? Artykuły o skansenie, Beksińskim, obrazach, firmach, sanoczanach to nie jest promocja miasta? Radny Miklicz jest krótkowzroczny!

  3. A to oto chodzi 🙂 No nieźle. Proponuje Panu Burmistrzowi zorientować się jak inne pobliskie miasta radzą sobie z „obsługą medialną”. Z tego co się orientuje nigdzie nie ma takich umów na tak gigantyczne kwoty. Jest rzecznik, jest jedna lub dwie osoby co zajmują się „obsługą medialną” i można a nie żeby płacić tak gigantyczne pieniądze prywatnej spółce „za obsługę”.

  4. Ciekawe, ile tej spółce płacił Wojciech Blecharczyk, bo oni za jego czasów bardzo się wzmocnili. To powinno być zabronione, żeby gmina płaciłaa za obsługę medialną. Wstyd, Panie radny Miklicz, że Pan ten portal wspiera. Ten portal z kolei wspiera mocno posła Piotra Uruskiego. Pan Sławek z panem Piotrem teraz są widocznie bardzo blisko. Co na to pani poseł Elżbieta?

  5. Biuletyn to jest dopiero kasa prosto w błoto. Nikt nie będzie czytał biuletynu. Ręce precz od Tygodnika Sanockiego. Radni – zajmijcie się robotą, a nie myśleniem, jak komu dokuczyć.Nie po to was się wybiera, żebyście na ludzi szczuli.

  6. „…wszystko jest tam przecież kwestią ceny.”
    Zgadza się, chwalenie wodza w zamian za posady w tygodniku. Zadam pytanie, czy osoby pracujące w tygodniku z czystym sumieniem mogą powiedziec że pracę dostali ze wzgledu na swoje umiejętności czy np za pomoc w kampanii ? Mam nadzieje ze koniec tej propagandowej gazety jest juz bliski. Jedyna drogą to obiektywnej gazety jest oddanie jej w prywatne rece.

    • Tygodnik jest marką, która ma swoją cenę i na pewno nikt jej nie „odda”. A już na pewno nikomu z Zagórza, bo zagórscy „wodzowie” (w tym kandydaci na „wodzów”) nie zasługują nawet na publicznie puszczonego bąka.

    • Jeśli osoby pomagajace w kampanii pracują w redakcji, to dobrze, bo to znaczy, że są sprawni i profesjonalni. Kampania przecież zakończyła się sukcesem. Są też odważni, bo musieli otwarcie wystąpić przeciwko poprzedniej władzy, a z tym się wiązało ryzyko utraty pracy.

  7. Oddawanie mediów publicznych w prywatne ręce to trochę za mało, żeby zdobyć zaufanie wyborcy. Ani pan kandydat Trzaskowski się nie popisał w stolicy, ani „Niezależni Demokraci Solidarnej Polski” w Sanoku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj